poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 7

Idąc wzdłuż szpitalnego korytarza czułam na skórze powiew grozy. Białe kafelki i ściany nadawały surowy wygląd temu ,,tunelowi'' bez okien. Z upragnieniem wypatrywałam drzwi z numerem 144. Wraz z chwilą gdy się do nich zbliżałam narastała we mnie presja i stres. Czułam się trochę nieobecnie, jakbym lunatykowała. Widziałam jak przez mgłę gdyż biel ścian zlewała się z wszystkimi innymi kolorami tworząc jedną wielką mleczną powłokę. Gdy w końcu moja dłoń zawisła na klamce zaczęły szargać mną wątpliwości. Przecież znałam go zaledwie jeden wieczór a już przychodzę do niego w odwiedziny. W jednej chwili rozmyśliłam się i postanowiłam zrezygnować z planu wizytacji. Nim jednak zdołałam oderwać dłoń od klamki drzwi przed moim nosem otworzyły się a zza nich wyłoniła się pielęgniarka. Przez jej ramie zauważyłam leżącego Antoniego na łóżku szpitalnym. Serce podeszło mi do gardła gdy nasze spojrzenia się spotkały. Zaraz cała zrobiłam się czerwona.
-Ktoś z rodziny? -zapytała pielęgniarka. 
-Znajoma. - czułam się jak przyłapana na gorącym uczynku.
-Przykro mi ale tylko rodzina może odwiedzać pacjentów. 
Jej słowa wbiły mi nóż w plecy. Zrezygnowanie pokiwałam głową i gdy już miałam odejść zainterweniował Antoni.
-W porządku, ona może wejść, jest daleką kuzynką więc traktujemy się jak znajomi. 
Pielęgniarka przez chwilę milczała, zapewne rozważając czy mnie wpuścić czy nie. Z jej zmieszanego wyrazu twarzy wyczytałam podejrzliwość. Było przecież oczywiste ,że się domyśli, tylko głupek by w to uwierzył.
-W porządku masz piętnaście minut.
Myślałam ,że wybuchnę śmiechem. Przez chwilę pomyślałam że się z nas nabija ale jej wyraz twarzy na to nie wskazywał. Gdy przeszła obok mnie i zniknęła mi z oczu razem się roześmialiśmy, jednak po chwili zaczęło dochodzić do mnie ,że zostaliśmy całkowicie sami - tylko ja i on. Myśl ta sprawiła ,że serce w mojej klatce piersiowej zaczęło kołatać niczym ścienny zegar. Z nutką nie pewności podeszłam do jego łóżka i zajęłam miejsce na drewnianym krześle. Przeczesałam włosy.
-Daleka kuzynka?
Spojrzałam na niego ironicznie z uśmiechem na ustach.
-Miałaś lepszy pomysł?
Odparł z równie łobuzerskim uśmiechem na ustach co ja. W mojej głowie kłębiło się milion myśli, nie wiedziałam co mam mówić. Czułam się jakbym zaraz miała dostać palpitacji.
-Przechodziłam obok więc pomyślałam ,że wpadnę. - kłamstwo.
Muszę przyznać ,że jestem coraz lepsza w okłamywaniu ludzi, może dlatego ,że jestem zmuszona robić to coraz częściej. Oczywiście ,że planowałam te odwiedziny od wczoraj. Gdy ochłonęłam ukradkiem zerknęłam na bandaż pod którym był jego nos. Wyglądał przezabawnie.
-A co tam z twoim nosem?
Wymamrotałam.
-Złamanie z przesunięciem. Musieli wyjmować mi odłamek kości. Bolało jak cholera.
-Ale uderzenie czy operacja? - zapytałam nim zdołałam dwa razy przeanalizować swoje pytanie.
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, a zaraz potem na jego usta zakradł się nonszalancki i drwiący uśmiech. Jego łagodne zielone oczy skradły mi duszę.
-Wybacz, głupie pytanie. - dosłownie palnęłam się w głowę.
Wbiłam wzrok w kolana. Zapanowała głucha cisza , w której było słychać nasze oddechy. Na bladej skórze poczułam jego parzące spojrzenie. Z lekkim zawahaniem podniosłam głowię i spojrzałam w jego stronę. Speszyłam się faktem ,że dosłownie pożerał mnie spojrzeniem. Nagle zza szarych chmur wyszło słońce które wlało swoje promienie do pomieszczenia przez okno. Oczy Antoniego rzuciły na bladą ścianę zielony refleks nadając jej choć odrobiny życia. Jego twarz przybrała inny wyraz, i w jednej chwili wyczułam jego dziwne zachowanie.
-Wybacz, jeszcze dochodzę do siebie.
Zaraz szybko zerwał kontakt wzrokowy. Zabrzmiał jakby chciał się usprawiedliwić się za coś co nie jest skutkiem ubocznym narkozy. Postanowiłam  jednak nieco rozluźnić tą napiętą atmosferę.
-Nieźle sobie nagrabiłeś.
Posłałam mu rozbawiony uśmiech.
-Po części to moja wina. Wiesz jak na człowieka działają procenty szkoda się rozwodzić na ten temat.
Wyraźnie usiłował uciec od rozmowy. Postanowiłam ,że nie będę dociekać i spróbuje ugryźć z innej strony.
-A... ten koleś? Znałeś go? Tego Blondyna.
Spytałam z głosem niewiniątka, jakby wymknęło mi się przez przypadek co oczywiście nie jest prawdą. Z wyrazu twarz  chłopak wywnioskowałam ,że zdołał zauważyć moje zakłopotanie. Dosłownie jakby w oczach miał czujnik kłamstw i prawdy. Muszę przyznać ,że im dłużej świdrował mnie wzrokiem, tym bardziej zaczynałam wierzyć w to absurdalne stwierdzenie dotyczące czujnika w jego nadzwyczajnie zielonych oczach.
-W tym mieście każdy go zna. Szczególnie z jego okrucieństwa.
Zamyślił się tak jakby z szafeczek wspomnień odkopał straszne wspomnienia.
-Nie rozumiem was. Każdy mnie tu straszy ,że on jest jakimś posłańcem z piekieł ale to tylko zwykły zaczepiaka.
Uśmiechnęłam się dając upust mojemu przemyśleniu. Ten blondyn nie jest nikim więcej niż tylko zwykłym kolesiem szukającym bójki i fajnych lasek. Oczekiwałam ,że Antoni przyzna mi racje jednakże jego twarz stężała w wyrazie zaskoczenia. Jego usta lekko się rozwarły jakby nie mógł uwierzyć w to co mówię.
- Lepiej to wypluj. Nadarzy się jeszcze nie jedna okazja kiedy zobaczysz jaki jest. Poza tym nie będę cie pouczać. Zazwyczaj nie gadam z obcymi ludźmi ale dam ci radę - nie zadawaj się z nim i unikaj go jak ognia bo to jedyny sposób by uniknąć problemów.
Wprawił mnie w osłupienie. Po pierwsze w głębi serca nie mogłam przeżyć ,że nadal uznaje mnie za obcą. Czułam jak pękło mi serce, wręcz słyszałam jego trzask gdy łamało się na pół. Jego surowy wyraz twarzy mówił mi tylko jedno : wyjdź. W jednej chwili zamknął się przede mną, odepchną i nie dopuszczał do siebie mojego zaskoczonego spojrzenia. Poczułam się dotknięta jego nagłą zmianą zachowania. Może uraziłam go moją opinią? Może nie powinnam się wypowiadać na temat czegoś czego jeszcze dobrze nie poznałam? W każdym bądź razie nie byłam już mile widziana w tym pokoju.
Wstałam i postanowiłam wyjść bez słowa jednak tuż przed drzwiami zatrzymałam się i ostatni raz obejrzałam się na niego. Odprowadzał mnie wzrokiem.
-Zdrowiej szybko -oznajmiłam najbardziej łagodnym głosem jaki mogłam z siebie wykrzesać.
-Dzięki. -wręcz warknął.
***
Wracając ze szpitala wstąpiłam do pobliskiej kawiarenki w jednym celu - by zatopić smutki w zbyt słodkiej kawie. Gdybym miała opisać się dwoma słowami użyła bym : zdjęta z krzyża. Naprawdę czułam się fatalnie mając świadomość ,że Antoni jest na mnie w pewnym sensie zły. 
Olewając otaczający mnie świat weszłam do kawiarni i podeszłam do lady zamawiając czarną kawę, gdy pan sprzedawca poinformował mnie ,że to bar kanapkowy. Świetnie! 
-Poproszę kanapkę. Byle jaką. 
Czekając na moje zamówienie, usłyszałam dochodzące z nieopodal śmiechy i krzyki grupki młodych chłopaków w moim wieku. Usiłowałam to ignorować ale ich wrzaski działały na mnie niczym płachta na byka. Skoro sprzedawca nie interweniował to ja postanowiłam wkroczyć do akcji. Niech poczują gniew zażenowanej, zdenerwowanej i przybitej jednocześnie dziewczyny. Gdy odebrałam swoje zamówienie gwałtownie się obróciłam. Nagle zderzyłam się z czymś lub kimś ,a sos do mojej kanapki wylądował mi na bluzce. Myślałam ,że wybuchnę na widok wielkiej czerwonej plamy na środku brzucha. Rozgniewanymi oczyma spojrzałam w górę. Zobaczyłam tam ,,Złotka'' owego blondyna. 

środa, 11 marca 2015

Rozdział 6

Gdy wyszłam z centrum handlowego poczułam się jak małe dziecko we mgle. Kompletnie nie miałam pojęcia gdzie iść. Wszędzie było mnóstwo ludzi i budynków zasłaniających niebo. To naprawdę ogromne miasto, a z racji tego ,że to pierwszy raz gdy wyszłam na miasto od przeprowadzki z Nevady potwierdziła się moja obawa. Zgubie się. Postanowiłam jednak zbytnio nie oddalać się od galerii handlowej. Szłam wzdłuż chodnika gdy nagle mój wzrok przykuła pewna duża hala po drugiej stronie ulicy. Nad jaj drzwiami widniał napis ,,Starocie''. Nie zastanawiając się dłużej postanowiłam tam pójść, czemu? Taka moja natura, kocham starcie i żyje w przekonaniu ,że to właśnie przedmioty zabytkowe mają prawdziwą duszę. Niczym piorun przemknęłam przez ulicę stając przed frontowym wejściem do hali. Zdecydowanym pchnięciem otworzyłam drzwi, wchodząc do środka. W pierwszej kolejności uderzyła mnie fala zimnego powietrza i zapach rozlanej benzyny. W drugiej kolejności zdumiał mnie widok tego co zobaczyłam. Nie ukrywałam zaskoczenia gdyż zamiast zabytkowych kredensów i zegarów ściennych stały tu jeden przy drugim starsze i bardziej nowsze samochody oraz motory. W hali nikogo nie było więc śmiało przechodziłam koło nich dokładnie je oglądając. Moją uwagę przykuł stary rocznik Mustanga o połyskującym czerwonym lakierze. Niestety nie miał kierownicy a pod maską brakowało mu paru części. Jeszcze raz rozglądnęłam się dookoła by upewnić się ,że w promieniu stu metrów nikogo nie ma. Gdy już nabrałam pewności podeszłam do drzwi kierowcy po czym przyłożyłam twarz do szyby. Tak jak myślałam siedzenia były z orginalnej czarnej skóry w dodatku w stanie nieużywanym. Jednym z moich nielicznych marzeń jest właśnie posiadać tak oto zacny samochód, a będąc tak blisko tego Mustanga - spełnienia moich marzeń- jest już samo w sobie spełnieniem życiowym. Jednak myśl o tym , że  te marzenie jak na razie znacznie przekracza budżet mojego kieszonkowego sprowadza mnie na ziemie. 
-Sklep już nieczynny. 
Zza moich pleców rozbrzmiał męski głos. Z przerażeniem podskoczyłam do góry i gwałtownie odskoczyłam od samochodu. Zaraz na piętach obróciłam się za siebie.  
-B-było... było otwarte, więc myślałam ,że jest... czynny.
Mówiłam w lekkim rozkojarzeniu gdyż stałam na przeciw wpół ubranego chłopaka, a dokładnie blondyna ,który załatwił Antoniego. Z tego co pamiętam miał ksywę ,, Złotko'' co całkowicie pasowało do jego złotawej opalenizny i bardzo jasnych włosów. Ubrany był od pada w dół więc nie mogłam oderwać wzroku od jego mocno zarysowanych mięśni. Wyglądał jak czołowy model z pierwszej okładki. Do tego jeszcze te zniewalająco-hipnotyzujące spojrzenie. 
Jejku! Gdybym tylko wiedziała ,że on tu pracuje to nigdy bym to nie przyszła! NIGDY!
-Otwarte tylko do siedemnastej. 
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
-Już jest siedemnasta?
Oczekiwałam odpowiedzi nie.
-Tak.
Wyobraziłam sobie jak Wanda czeka na mnie w centrum handlowym szykując awanturę dotyczącą mojego spóźnienia. Nerwowo przeczesałam czarne włosy zerkając na zegarek na ręku. Rzeczywiście byłam spóźniona. Zaczęłam się zadręczać, nie wiedziałam czy zostać czy iść czy powinnam z nim gadać czy nie.
Nagle moje chaotyczne myśli przerywa dźwięk ciężkich kroków. Chłopak stanął obok mnie i nawet nie zauważyłam kiedy. Stał tak wpatrując się w czerwonego Mustanga zupełnie tak jak ja przed paroma sekundami temu. Z zaciekawieniem zadarłam głowę do góry by spojrzeć na jego zamyśloną twarz. Nim zdołał to zauważyć szybko odwróciłam wzrok na podłogę, po czym tak jak on z powrotem obróciłam się w stronę Mustanga.
-Rocznik sześćdziesiąty dziewiąty. Mój ulubiony.- powiedział spokojnie.
-Mój też. Nie sądziłam ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać tak stary model.
Po chwili poczułam na skórze jego zimne a zarazem kujące i zaciekawione spojrzenie. Zaraz moja twarz powędrowała w górę i gdy już ujrzałam błękit jego zaskoczonych oczu, beztrosko się uśmiechnęłam.
-Nie sądziłem ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać normalne dziewczyny.
Odruchowo się zaśmiałam. Cały czas zaglądaliśmy sobie w oczy jakby łączyła je niewidzialna linka. W jego niebieskich tęczówkach widziałam odbicie swojej rozkojarzonej twarzy. Trwało to zaledwie parę sekund gdy również się uśmiechnął i odwrócił wzrok.
-Co tam u niego?
-U kogo? -zapytałam i poczułam się jak idiotka.
-U twojego chłopaka.
Zaraz w głowę uderzyło mnie tysiąc myśli. Oczywiście ,że chodzi mu o Antoniego. Gdy już miałam mówić nagle zabrakło mi słów. Czułam się nie komfortowo mówić o Antonim w towarzystwie kolesia który go pobił.
-To nie jest mój chłopak. Prawie się nie znamy ,ale z tego co słyszałam dochodzi do siebie.
Posłałam mu naburmuszone spojrzenie. Był bezczelny. Nie czekając na jego reakcje postanowiłam stąd wyjść.
Zanim jednak zrobiłam krok znów zniewolił mnie jego głos.
-Nim pomyślisz że jestem super dupkiem ,który bije słabszych pierw spytaj się swojego kolegi dlaczego tak postąpiłem.
Spojrzałam na niego tak samo zaborczo jak on na mnie.
-Mylisz się bo właściwie pomyślałam ,że jesteś bezczelny ale skoro wolisz dupka to może tak zostać.
Posłałam mu figlarny uśmieszek, a on odpowiedział mi zaskoczonym spojrzeniem. Ja sama byłam zaskoczona, że zamiast złości ,którą powinnam do niego żywić zebrałam się tylko na ten nic niewarty uśmiech, który nie miał w sobie ni grama nienawiści.
Po chwili zerknęłam na zegarek raz jeszcze i uświadomiłam sobie ,że muszę już iść.
-Musze już iść. Cześć.
-No narka - zanim odpowiedział minęła niezliczona ilość sekund.
Po chwili ubrał na siebie koszulkę, którą nie wiem skąd wytrzasnął. Ten czyn wpłynął na mnie dwuznacznie bo z jednej strony pozbawił mnie pięknego widoku co nie było pozytywne a z drugiej strony nie byłam już onieśmielona.
Nim zorientowałam się ,że idę byłam już w progu drzwi. Nie wiem dlaczego ale z bólem w sercu opuszczałam te miejsce, jakby ten koleś znaczył dla mnie coś więcej niż tylko połamany nos Antoniego.
-Pozdrów go!
Jego głos zdołał przedrzeć się przez szczelinę zamykanych drzwi.
Z ulgą odetchnęłam gdy już zniknęłam z jego pola widzenia. Imadło na moich płucach poluźniło się a ja na powrót mogłam oddychać. Wciąż nie mogłam zrozumieć czemu moje ciało tak reaguje na jego widok. Przecież jest wiele takich jak on, a mimo tego serce mówi mi ,że jest jedyny w swoim rodzaju. Czyżbym zamieniała się w jedną z jego fanek?! Mam szczerą nadzieje ,że to tylko przejściowy stan fascynacji. Nie zastanawiając się wróciłam do centrum handlowego.