Gdy wyszłam z centrum handlowego poczułam się jak małe dziecko we mgle. Kompletnie nie miałam pojęcia gdzie iść. Wszędzie było mnóstwo ludzi i budynków zasłaniających niebo. To naprawdę ogromne miasto, a z racji tego ,że to pierwszy raz gdy wyszłam na miasto od przeprowadzki z Nevady potwierdziła się moja obawa. Zgubie się. Postanowiłam jednak zbytnio nie oddalać się od galerii handlowej. Szłam wzdłuż chodnika gdy nagle mój wzrok przykuła pewna duża hala po drugiej stronie ulicy. Nad jaj drzwiami widniał napis ,,Starocie''. Nie zastanawiając się dłużej postanowiłam tam pójść, czemu? Taka moja natura, kocham starcie i żyje w przekonaniu ,że to właśnie przedmioty zabytkowe mają prawdziwą duszę. Niczym piorun przemknęłam przez ulicę stając przed frontowym wejściem do hali. Zdecydowanym pchnięciem otworzyłam drzwi, wchodząc do środka. W pierwszej kolejności uderzyła mnie fala zimnego powietrza i zapach rozlanej benzyny. W drugiej kolejności zdumiał mnie widok tego co zobaczyłam. Nie ukrywałam zaskoczenia gdyż zamiast zabytkowych kredensów i zegarów ściennych stały tu jeden przy drugim starsze i bardziej nowsze samochody oraz motory. W hali nikogo nie było więc śmiało przechodziłam koło nich dokładnie je oglądając. Moją uwagę przykuł stary rocznik Mustanga o połyskującym czerwonym lakierze. Niestety nie miał kierownicy a pod maską brakowało mu paru części. Jeszcze raz rozglądnęłam się dookoła by upewnić się ,że w promieniu stu metrów nikogo nie ma. Gdy już nabrałam pewności podeszłam do drzwi kierowcy po czym przyłożyłam twarz do szyby. Tak jak myślałam siedzenia były z orginalnej czarnej skóry w dodatku w stanie nieużywanym. Jednym z moich nielicznych marzeń jest właśnie posiadać tak oto zacny samochód, a będąc tak blisko tego Mustanga - spełnienia moich marzeń- jest już samo w sobie spełnieniem życiowym. Jednak myśl o tym , że te marzenie jak na razie znacznie przekracza budżet mojego kieszonkowego sprowadza mnie na ziemie.
-Sklep już nieczynny.
Zza moich pleców rozbrzmiał męski głos. Z przerażeniem podskoczyłam do góry i gwałtownie odskoczyłam od samochodu. Zaraz na piętach obróciłam się za siebie.
-B-było... było otwarte, więc myślałam ,że jest... czynny.
Mówiłam w lekkim rozkojarzeniu gdyż stałam na przeciw wpół ubranego chłopaka, a dokładnie blondyna ,który załatwił Antoniego. Z tego co pamiętam miał ksywę ,, Złotko'' co całkowicie pasowało do jego złotawej opalenizny i bardzo jasnych włosów. Ubrany był od pada w dół więc nie mogłam oderwać wzroku od jego mocno zarysowanych mięśni. Wyglądał jak czołowy model z pierwszej okładki. Do tego jeszcze te zniewalająco-hipnotyzujące spojrzenie.
Jejku! Gdybym tylko wiedziała ,że on tu pracuje to nigdy bym to nie przyszła! NIGDY!
-Otwarte tylko do siedemnastej.
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
-Już jest siedemnasta?
Oczekiwałam odpowiedzi nie.
-Tak.
Wyobraziłam sobie jak Wanda czeka na mnie w centrum handlowym szykując awanturę dotyczącą mojego spóźnienia. Nerwowo przeczesałam czarne włosy zerkając na zegarek na ręku. Rzeczywiście byłam spóźniona. Zaczęłam się zadręczać, nie wiedziałam czy zostać czy iść czy powinnam z nim gadać czy nie.
Nagle moje chaotyczne myśli przerywa dźwięk ciężkich kroków. Chłopak stanął obok mnie i nawet nie zauważyłam kiedy. Stał tak wpatrując się w czerwonego Mustanga zupełnie tak jak ja przed paroma sekundami temu. Z zaciekawieniem zadarłam głowę do góry by spojrzeć na jego zamyśloną twarz. Nim zdołał to zauważyć szybko odwróciłam wzrok na podłogę, po czym tak jak on z powrotem obróciłam się w stronę Mustanga.
-Rocznik sześćdziesiąty dziewiąty. Mój ulubiony.- powiedział spokojnie.
-Mój też. Nie sądziłam ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać tak stary model.
Po chwili poczułam na skórze jego zimne a zarazem kujące i zaciekawione spojrzenie. Zaraz moja twarz powędrowała w górę i gdy już ujrzałam błękit jego zaskoczonych oczu, beztrosko się uśmiechnęłam.
-Nie sądziłem ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać normalne dziewczyny.
Odruchowo się zaśmiałam. Cały czas zaglądaliśmy sobie w oczy jakby łączyła je niewidzialna linka. W jego niebieskich tęczówkach widziałam odbicie swojej rozkojarzonej twarzy. Trwało to zaledwie parę sekund gdy również się uśmiechnął i odwrócił wzrok.
-Co tam u niego?
-U kogo? -zapytałam i poczułam się jak idiotka.
-U twojego chłopaka.
Zaraz w głowę uderzyło mnie tysiąc myśli. Oczywiście ,że chodzi mu o Antoniego. Gdy już miałam mówić nagle zabrakło mi słów. Czułam się nie komfortowo mówić o Antonim w towarzystwie kolesia który go pobił.
-To nie jest mój chłopak. Prawie się nie znamy ,ale z tego co słyszałam dochodzi do siebie.
Posłałam mu naburmuszone spojrzenie. Był bezczelny. Nie czekając na jego reakcje postanowiłam stąd wyjść.
Zanim jednak zrobiłam krok znów zniewolił mnie jego głos.
-Nim pomyślisz że jestem super dupkiem ,który bije słabszych pierw spytaj się swojego kolegi dlaczego tak postąpiłem.
Spojrzałam na niego tak samo zaborczo jak on na mnie.
-Mylisz się bo właściwie pomyślałam ,że jesteś bezczelny ale skoro wolisz dupka to może tak zostać.
Posłałam mu figlarny uśmieszek, a on odpowiedział mi zaskoczonym spojrzeniem. Ja sama byłam zaskoczona, że zamiast złości ,którą powinnam do niego żywić zebrałam się tylko na ten nic niewarty uśmiech, który nie miał w sobie ni grama nienawiści.
Po chwili zerknęłam na zegarek raz jeszcze i uświadomiłam sobie ,że muszę już iść.
-Musze już iść. Cześć.
-No narka - zanim odpowiedział minęła niezliczona ilość sekund.
Po chwili ubrał na siebie koszulkę, którą nie wiem skąd wytrzasnął. Ten czyn wpłynął na mnie dwuznacznie bo z jednej strony pozbawił mnie pięknego widoku co nie było pozytywne a z drugiej strony nie byłam już onieśmielona.
Nim zorientowałam się ,że idę byłam już w progu drzwi. Nie wiem dlaczego ale z bólem w sercu opuszczałam te miejsce, jakby ten koleś znaczył dla mnie coś więcej niż tylko połamany nos Antoniego.
-Pozdrów go!
Jego głos zdołał przedrzeć się przez szczelinę zamykanych drzwi.
Z ulgą odetchnęłam gdy już zniknęłam z jego pola widzenia. Imadło na moich płucach poluźniło się a ja na powrót mogłam oddychać. Wciąż nie mogłam zrozumieć czemu moje ciało tak reaguje na jego widok. Przecież jest wiele takich jak on, a mimo tego serce mówi mi ,że jest jedyny w swoim rodzaju. Czyżbym zamieniała się w jedną z jego fanek?! Mam szczerą nadzieje ,że to tylko przejściowy stan fascynacji. Nie zastanawiając się wróciłam do centrum handlowego.
Nagle moje chaotyczne myśli przerywa dźwięk ciężkich kroków. Chłopak stanął obok mnie i nawet nie zauważyłam kiedy. Stał tak wpatrując się w czerwonego Mustanga zupełnie tak jak ja przed paroma sekundami temu. Z zaciekawieniem zadarłam głowę do góry by spojrzeć na jego zamyśloną twarz. Nim zdołał to zauważyć szybko odwróciłam wzrok na podłogę, po czym tak jak on z powrotem obróciłam się w stronę Mustanga.
-Rocznik sześćdziesiąty dziewiąty. Mój ulubiony.- powiedział spokojnie.
-Mój też. Nie sądziłam ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać tak stary model.
Po chwili poczułam na skórze jego zimne a zarazem kujące i zaciekawione spojrzenie. Zaraz moja twarz powędrowała w górę i gdy już ujrzałam błękit jego zaskoczonych oczu, beztrosko się uśmiechnęłam.
-Nie sądziłem ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać normalne dziewczyny.
Odruchowo się zaśmiałam. Cały czas zaglądaliśmy sobie w oczy jakby łączyła je niewidzialna linka. W jego niebieskich tęczówkach widziałam odbicie swojej rozkojarzonej twarzy. Trwało to zaledwie parę sekund gdy również się uśmiechnął i odwrócił wzrok.
-Co tam u niego?
-U kogo? -zapytałam i poczułam się jak idiotka.
-U twojego chłopaka.
Zaraz w głowę uderzyło mnie tysiąc myśli. Oczywiście ,że chodzi mu o Antoniego. Gdy już miałam mówić nagle zabrakło mi słów. Czułam się nie komfortowo mówić o Antonim w towarzystwie kolesia który go pobił.
-To nie jest mój chłopak. Prawie się nie znamy ,ale z tego co słyszałam dochodzi do siebie.
Posłałam mu naburmuszone spojrzenie. Był bezczelny. Nie czekając na jego reakcje postanowiłam stąd wyjść.
Zanim jednak zrobiłam krok znów zniewolił mnie jego głos.
-Nim pomyślisz że jestem super dupkiem ,który bije słabszych pierw spytaj się swojego kolegi dlaczego tak postąpiłem.
Spojrzałam na niego tak samo zaborczo jak on na mnie.
-Mylisz się bo właściwie pomyślałam ,że jesteś bezczelny ale skoro wolisz dupka to może tak zostać.
Posłałam mu figlarny uśmieszek, a on odpowiedział mi zaskoczonym spojrzeniem. Ja sama byłam zaskoczona, że zamiast złości ,którą powinnam do niego żywić zebrałam się tylko na ten nic niewarty uśmiech, który nie miał w sobie ni grama nienawiści.
Po chwili zerknęłam na zegarek raz jeszcze i uświadomiłam sobie ,że muszę już iść.
-Musze już iść. Cześć.
-No narka - zanim odpowiedział minęła niezliczona ilość sekund.
Po chwili ubrał na siebie koszulkę, którą nie wiem skąd wytrzasnął. Ten czyn wpłynął na mnie dwuznacznie bo z jednej strony pozbawił mnie pięknego widoku co nie było pozytywne a z drugiej strony nie byłam już onieśmielona.
Nim zorientowałam się ,że idę byłam już w progu drzwi. Nie wiem dlaczego ale z bólem w sercu opuszczałam te miejsce, jakby ten koleś znaczył dla mnie coś więcej niż tylko połamany nos Antoniego.
-Pozdrów go!
Jego głos zdołał przedrzeć się przez szczelinę zamykanych drzwi.
Z ulgą odetchnęłam gdy już zniknęłam z jego pola widzenia. Imadło na moich płucach poluźniło się a ja na powrót mogłam oddychać. Wciąż nie mogłam zrozumieć czemu moje ciało tak reaguje na jego widok. Przecież jest wiele takich jak on, a mimo tego serce mówi mi ,że jest jedyny w swoim rodzaju. Czyżbym zamieniała się w jedną z jego fanek?! Mam szczerą nadzieje ,że to tylko przejściowy stan fascynacji. Nie zastanawiając się wróciłam do centrum handlowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz