wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 11

Wchodząc do klubu nie wiedziałam czego się spodziewać. Nim zdołałam pomyśleć o czymkolwiek głośna muzyka zadudniła mi w płucach, wyrzucając z głowy wszystkie myśli. Nim ktokolwiek zdołał na mnie spojrzeć szybko założyłam na oczy czarną maskę, tym samym zaadaptowując się do otoczenia zamaskowanych ludzi. Z upragnieniem wypatrywałam Nataszy pośród gwałtownie tańczących gości w rytm muzyki z lat 50. Nie grzeszyłam wzrostem więc jak tylko mogłam wspięłam się na palce by dojrzeć koleżankę. Robotę utrudniała mi pulsująca na przemian z kolorowym światłem ciemność, w której widziałam tylko zarysy postaci i ciał. Nie sprzyjała mi także wypływająca niczym woda, sztuczna mgła z sufitu mająca na celu podnieść ekskluzywność i rozrywkowość klubu. Dosłownie tak jak rzucana wodą łódka tak i ja zostaje non stop popychana i wciągana w morderczy wir roztańczonych ludzi. Nie widzę ich twarzy ale czuje ziejące alkoholem oddechy i słyszę oklaski mające zagrzać mnie do tańca. Wszystko wiruje, miga roztańczonym neonowym światłem i pulsuje szaloną barwną muzyką od której chce się żyć. Zahipnotyzowana złudzeniem piękna i wolności tego miejsca w ostatniej desce ratunku chwytam się za poręcz schodów biegnących tuż obok i niczym holownik powoli przywieram do metalowej rury. Cudem udało mi się wydostać z tornada ludzi, teraz spróbuj utrzymać się przy życiu - myślę sobie.
Biegnąc wzrokiem po barze i błądząc od czasu do czasu na złudnie znajomej twarzy zatrzymuje się na tej aż zanadto znanej sylwetce. Chude ramiona i opływowa talia idealnie odznacza się na tle marmurowego baru. Korzystając z okazji wolniejszej muzyki zanurkowałam z powrotem do morza pełnego piranii i bez większego wysiłku wynurzyłam się tuż obok kobiety.
-Hej!
Wykrzyknęłam prosto do ucha brązowowłosej, gdy ta odbierała swojego drinka.
-O! - przeciągnęła- Agnes! Wyglądasz świetnie! - zasłodziła.
-Ty też! - odparłam.
Natasza skosztowała drinka po czym poklepała krzesło obok siebie wskazując na mnie wzrokiem.
-Siadaj! -jej głos był ledwo słyszalny w łoskocie basów.
Wykonałam jej polecenie jednocześnie nie mogąc oderwać od niej wzroku. Wyglądała doskonale pięknie. Miała na sobie śliczną bordową sukienkę z wycięciami na bokach obnażające jej chude białe ciało a głębinowe spojrzenie podkreślone było długą kreską i jaskrawo czerwonymi ustami. Z tego miejsca mogłam już policzyć na palcach u ręki mężczyzn którzy ślinią się na jej widok.
Nim zdołałam coś powiedzieć dziewczyna wcisnęła mi do ręki zimną szklankę z alkoholem.
-Najpierw wypij, dopiero w tedy możemy iść tańczyć!
Oznajmiła poprawiając swoje kasztanowe loki.
-Radziła bym ci się pośpieszyć bo lada moment wystartuje do ciebie kilkunastu facetów!
Poinformowała mnie jednocześnie wskazując dyskretnie wzrokiem na paru a ja niemal nie wybuchnęłam śmiechem.
-A ja myślę, że raczej do ciebie! - wykrzyknęłam pochłaniając pół zawartości szklanki. Dobrze ,że moja macocha tego nie widzi inaczej zamieniła by mój świat w piekło na ziemi.
Dziewczyna zwinnie założyła maskę na oczy i jeszcze nim zdążyłam odłożyć drinka Natasza porwała mnie na parkiet gdzie pokazała swoje taneczne oblicze. Jak widać nie miała żadnych trudności do zaaklimatyzowania się w środowisku roztańczonych ludzi i porywczej muzyki. Wyglądała jakby robiła to codziennie - tańczyła jak wszyscy w trybie natychmiastowym w przeciwieństwie do mnie. Rozpaczliwie próbowałam naśladować jej kocie ruchy ,ale jeszcze bardziej się pogrążyłam, gdyż słoń nadepnął mi na ucho i muzyka nie stanowiła dla mnie żadnego rytmu do tańca. W półmroku i świetle lamp widziałam jej szkliście świecące się oczy ,które powoli traciły trzeźwe spojrzenie aż w końcu całkowicie straciłam ja z oczu. Niczym woda między palcami uciekła mi z pola widzenia i tylko bezradnie wypatrywałam jej w tłumie bez skutku. Sama jak palec stałam wśród obcych ludzi nie wiedząc do końca co robić. W lekko rozkołysanym kroku przeciskałam się przez tłum chcąc stad uciec do baru skąd mała bym dobry widok na cały klub. Nagle nadepnęłam komuś na palce.
-Przepraszam! - wykrzyknęłam do wysokiego blondyna w białej szarmanckiej koszuli z czarnym krawatem.
-Nic się nie stało!
Odpowiedział łagodnie ,badając mnie błękitnym i znanym spojrzeniem. Ostre rysy szczęki mężczyzny i uśmiech w jakim układał usta zdawały się aż uderzająco znajome jednak maska pod którą chował oczy uniemożliwiała mi rozpoznanie tego człowieka.
-Może masz ochotę na coś do picia?!
Przez jego wzrost zmuszony był pochylić się do mojego ucha by wysunąć mi tą propozycję. Po mimo faktu ,że przed chwilą piłam nie odmówiłam i wraz z nim podeszłam do baru skąd zamówiłam samą kolę z lodem.
-Co taka ładna dziewczyna robi tu sama?! - zapytał - jesteś idealnym celem dla facetów szukających miłości!
Gdy skończył parsknęłam śmiechem, całkowicie zapominając o zaginięciu Nataszy. Zaraz spojrzałam na niego i utonęłam w błękicie jego oczu. Serce zabiło mi szybciej gdy uświadomiłam sobie ,że jest piękny. Dobycie z siebie słów graniczyło z cudem.
-Jestem tu z przyjaciółką, która aktualnie postanowiła się zgubić!
Odpowiedziałam ,sprytnie unikając faktu ,że nie mam chłopaka. Dopiero teraz zorientowałam się ,że on też usiłował mnie sobie z kimś porównać.
-To może zatańczymy?- zapytał niewinnie.
Nie!
-Tak! Czemu nie!? - odparłam równie łatwo jak kłamię.
Blondyn nagle wstał czekając na mnie ,a gdy już oboje byliśmy gotowi do tańca chłopak porwał mnie na parkiet. Dużymi barkami utorował mi idealną drogę na środek klubu po czym spojrzał na mnie wzrokiem zdobywcy. Stałam na przeciw niego kompletnie obezwładniona i nie wiedząca co robić choć odpowiedź brzmi oczywiście - tańcz!. Zgodnie z moim wewnętrznym głosem zaczęłam delikatnie podrygiwać gdy on tak jak inni naprawdę tańczył. Nagle tłum wokół nas gwałtownie się rozrósł spychając mnie do niego w nie bezpiecznie małą odległość. Niebieskooki gwałtownie i niespodziewanie chwycił mnie za rękę a ja automatycznie obróciłam się w piruecie lądując w jego objęciach. Nim zdołałam się spostrzec złapał mnie w tali po czym uniósł do góry tak jakbym nic nie warzyła i gdy już niemal sięgnęłam gwiazd z niebywałą delikatnością odstawił mnie na ziemię wciąż nie wypuszczając mnie z swojego objęcia. Powoli i zmysłowie posuwał swoje dłonie niżej po moim ciele aż do bioder gdzie jeszcze bardziej przyciągnął mnie do siebie. Czułam ,że to wszystko zmierzało w złym kierunku jednak gdy już się opamiętałam było za późno. Chłopak oderwał jedną dłoń od mojego ciała po czym złapał za mój podbródek kierując moją twarz w swoje hipnotyczne oczy. Sekundę później jego usta przywarły do moich rozlewając w nich smak rozkoszy. Przeszły mnie elektryzujące ciarki, po moim ciele rozlało się szaleńcze gorąco, a krew przyśpieszyła na tyle bym czuła jej puls w skroniach. Najgorsze było to ,że nie chciałam przestać jednak zdrowy rozsądek nie dał się uciszyć pragnieniu i jednym szarpnięciem zerwałam maskę chłopaka. Widok, osoby z którą się całowałam wprawił mnie w osłupienie. To był... Devid. Jak mogłam się nie domyśleć! To oczywiste - blondyn, wysoki, błękitne oczy! Trzy kryteria które są jego znakiem rozpoznawczym. 
Nim zdołałam pomyśleć dwa razy spoliczkowałam go z gniewem w oczach.
-Ty świnio! Wykorzystałeś moją niewiedze i przy okazji mnie! 
Spoglądał na mnie wielkimi zdezorientowanymi oczyma tak jakby nadal nie wiedział o co chodzi. To przecież takie oczywiste... jest młodym napaleńcem, spodobałam mu się a jak dałam mu kosza nad jeziorem ,chciał spróbować jeszcze raz więc wyłożył maskę bym go nie poznała a sam udając ,że mnie nie zna nagle całuje mnie w klubie jak gdyby był to tylko przelotny i całkowicie niezaplanowany pocałunek z zwykłą dziewczyną. Dupek!
-O czym ty mówisz to był tylko pocałunek... w dodatku nawet cie nie znam, wyluzuj dziewczyno! 
Mówił to z tak przekonującym zaskoczeniem ,że nie jedną by nabrał ale nie mnie. By go pogrążyć zdjęłam maskę pokazując swoją rozwścieczoną twarz. 
-A-agnes? - zająknął się - O ja pierniczę, naprawdę nie wiedziałem! Nie miałem pojęcia! Byłaś do kogoś podobna ale przysięgam ,że ja nie miałem pojęcia! 
Zaczął tłumaczyć się jak małe zagubione dziecko i chociaż czułam się okropnie oszukana i wykorzystana miało to jeden plus. Zobaczyłam kim naprawdę jest.... wielkim chamem! Antoni miał racje, powinnam trzymać się od niego z daleka. Nie umie przyjąć do wiadomości ,że nie będę jego kolejną maskotką. 
Nie czekając na jego reakcję wyszłam z klubu kierując sie na przystanek autobusowy a stamtąd do domu. Nie miałam nawet ochoty szukać Nataszy, jedyne czego chciałam to położyć się już w łóżku. 
***
Idąc przez miasto zauważyłam ,że ulice były całkowicie opustoszałe, mroczne zimne i ciemne. Odnosiłam wrażenie ,że dzisiejsza noc jest czarniejsza niż zwykle co zrodziło w mojej głowie wątpliwości. Przechodząc obok gubiącego liście ,drzewa zamarłam z zdumienia. Złoto-czerwone liście ,które wirującym piruetem miały spaść na ziemię nagle zawisły w powietrzu jakby trzymały je jakieś niewidzialne linki. Wyglądało to zdumiewająco a zarazem i przerażająco. Nie miałam pojęcia jak wytłumaczyć sobie to dziwne zjawisko, ale jak się okazało nie był to koniec niespodzianek. Dzieliłam chodnik z ulicznym kotem przybłędą ,który zatrzymał się w idealnym bezruchu. Wyglądał jakby był wypchany jednak towarzystwo jakie mi dotrzymywał od samego klubu to wykluczało. Stał tak jakby zatrzymał się czas, nawet nie oddychał tylko tyle co stał.
Z każdą następną chwilą robiło się coraz dziwniej...

sobota, 20 czerwca 2015

Notka informacyjna ;)

Hejka wszystkim ;) Długo mnie nie było ale już jestem więc możecie być spokojni że niedługo pojawi się nowy rozdział opowiadanka. Może i trochę rozleniwiłam się w Turcji ale bez przesady ;) A u was jest taka brzydka pogoda? ;d

wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 10

Stojąc nad brzegiem jeziora, pozwoliłam ,by orzeźwiająca woda muskała moje bose stopy. Upojona do cna przepięknym widokiem jaki rozciągał się dokoła, całkowicie zapomniałam o wszystkich moich problemach i zmartwieniach. Bardzo bym chciała aby ta chwila niczym mód ciągnęła się w nieskończoność, jednak jestem świadoma ,że to tylko moje puste pragnienia.  
Stojąc po kostki w wodzi sunęłam spojrzeniem po ścianie lasu który piął się w górę nad drugim brzegiem jeziora. Będąc całkowicie zachwycona klimatem tego miejsca, moje oczy niespodziewanie wyłapały ludzką sylwetkę stojącą w głębi sosnowego lasu. Gdy bardziej się przyjrzałam zdołałam dostrzec długie kręcone blond włosy i biało złotą sukienkę zawieszoną na drobnych ramionach kobiety.
Nie będąc do końca pewna czy to co widzę nie jest złudzeniem ,zmuszona byłam przetrzeć dwukrotnie oczy. Ku mojemu zdumieniu tajemnicza kobieta nadal tam stała nie przesuwając się ani o milimetr.  Patrząc na nią ogarnęło mnie przedziwne uczucie, którego nie potrafię opisać. Jakbym stała w obliczu osoby, której lękał się sam wiatr, gdyż na skórze nie czułam nawet najmniejszego muśnięcia zefirku. Powietrze którym oddychałam w jednych chwili zgęstniało, a krew w moich żyłach stężała na tyle ,bym czuła jak wolno przesuwa się po moim ciele. Nie wiem dlaczego, ale instynkt mówił mi bym uciekła daleko stąd. Nagle woda ,w której stałam prawdziwie i autentycznie stała się gorąca. Bliska oparzeniu wyskoczyłam z wody niczym spłoszony kot. Gdy jeszcze raz spojrzałam w stronę owej kobiety zobaczyłam tylko pusty las. W jednej chwili serce podskoczyło mi do gardła. Przerażenie  na mojej twarzy można ,by było dostrzec z odległości kilometra.
Czyżby był to duch? Duchy umieją podnosić temperaturę wody?  Czy to moje urojenia? 
Pytania uderzyły w moją głowę niczym kamień wystrzelony z procy. Ponownie w pełni ostrożności zanurzyłam stopę  w wodzie. Tym razem była chłodna. Ponownie przeszły mnie ciarki.
-Napatrzyłaś się już?
Głos Davida rozległ się tak niespodziewanie i gwałtownie ,że podskoczyłam do góry ze strachu.
-Nie skradaj się tak... właśnie przed chwilą zobaczyłam...
Automatycznie się zapowietrzyłam nie wiedząc co powiedzieć. Uzna mnie za świruske.
-Zobaczyłaś?
Ciągnął te słowo w nieskończoność. Na jego twarzy malowało się zaciekawienie.
-Wierzysz w duchy? Bo właśnie jednego zobaczyłam.
Ku jego zdumieniu moja twarz była całkowicie poważna. Gdyby tylko wiedział jak bardzo jestem przerażona.
-A więc miał ważny powód ,skoro akurat tobie się pokazał.
Nie wiedziałam czy odebrać jego słowa jako żart czy może jako dobre wytłumaczenie.
-Myślę, że powinniśmy stąd jechać.
Wyszeptałam przez zęby ledwo słysząc samą siebie. Może tak tego nie okazywałam ,ale naprawdę bardzo chciałam stąd jechać. Mimo mojej pokerowej twarzy bałam się jak dziecko.
-Ale pobladłaś - zaśmiał się - słyszałem ,że zobaczenie ducha w lesie zwiastuje wielkie nieszczęśćie..
W pierwszej chwili uwierzyłam w to co mówi ,ale jego rozbawiona twarz zaraz zdradziła mi ,że ze mnie kpi. 
-Tak, a wróżka zębuszka istnieje.... dupek!
Wykrzyknęłam i odruchowo kopnęłam w niego wodę. Zaraz uświadomiłam sobie ,że gorzko tego pożałuje.
-Widzę ,że bardzo chcesz się wykąpać.
Ciało znacznie wyprzedza umysł ,gdyż nim się spostrzegłam ,że biegnę byłam już daleko od niego. Chwila mojej przewagi w biegu prysła tak szybko jak się pojawiła. Słyszałam za sobą tylko ciężkie i szybkie kroki zatapiające się w piasku gdy nagle Devid oplótł mnie w tali swoimi rękoma uniemożliwiając mi ucieczkę. W jednej chwili przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej, i pomimo ,że nasze ciała dzieliły ubrania czułam na skórze jego gorący dotyk. W miejscach gdzie mnie trzymał moja skóra płonęła żywym ogniem.
Gdy straciłam grunt pod nogami i wylądowałam w jego silnych ramionach, Devid z diabelskim uśmiechem wszedł do wody, nie poprzestając na mieliźnie. Panicznie objęłam rękoma jego szyję spodziewając się najgorszego.
-No nie! Pomoczę ci siedzenie w samochodzie!
Rzucałam argumentami czemu to nie powinien wrzucać mnie do wody będąc jednocześnie zawieszona na jego ramionach i szyi niczym mała małpka. Z mojej twarzy dało wyczytać się niemal błaganie jednak on pozostawał niewzruszony na moje wołania. Wręcz śmiał się z mojej bezradności.
Po chwili rozsunął ręce, a ja niczym wielki kamyk wpadłam do chłodnej wody po sam czubek głowy. Zimna woda wyssała ze mnie całe ciepło w parę sekund. Po chwili niczym godzilla wyłoniłam się z wody łapczywie nabierając tlenu w usta i szybko odgarniając czarne włosy z twarzy. Przemoczona do suchej nitki i sparaliżowana zimnem nie pozostało mi nic innego niż tylko mu oddać. Niczym w furii zaczęłam chlapać go wodą do momentu aż i ona stał się mokry. Po wszystkim oboje wybuchnęliśmy śmiechem, który stopniowo przemieniał się w głębokie spojrzenia.
Dopiero teraz zauważyłam ,że nasze nosy dzieliły zaledwie trzy centymetry. Wbijając wzrok w jego przemoczoną koszulkę sunęłam wzrokiem po umięśnionym torsie w górę docierając do jego błękitnych oczu. Oboje byliśmy w siebie zapatrzeni. Działał na mnie niczym magnez, nie mogłam się od niego oderwać ani ciałem ani wzrokiem , wręcz przeciwnie- przyciągał mnie. Z lekkim wahaniem położyłam dłoń na jego klatkę piersiową czując bicie jego serca. Devid uniósł ręce znad wody i objął moją smukłą twarz w dłonie. Czule wpatrywał się w moje czarne nieprzeniknione oczy kompletnie mnie hipnotyzując. Jego gorący dotyk natychmiastowo mnie rozgrzał do tego stopnia ,że woda wokół nas zdawała się być cieplejsza.
Nasze twarze zmierzały ku sobie w mgnieniu oka pokonując odległość jaka je dzieliła. Jego usta niespodziewanie przywarły do moich sprawiając ,że moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Chwila ta , która trwała zaledwie kilka sekund zdawała się trwać więcej niż wieczność. Gdyby nie to ,że obejmował moją twarz to dawno już wyskoczyła bym z własnej skóry.
Po chwili stanowczo go odepchnęłam, próbując unormować oddech. Jego oczy zaiskrzyły niczym dwa ocierane o siebie krzemienie.
-To nie powinno się stać.
Wyszeptałam wzburzonym głosem po czym wyszłam z wody. Moją skórę na nowo pokryła gęsia skórka. Devid w dezorientacji ruszył w moje ślady i gdy już staną na brzegu podał mi koc z tylnego siedzenia samochodu. Odbierając od niego koc czułam się bardzo niezręcznie.... W końcu co ja sobie myślałam? Durna ja! Po co to zrobiłam? Teraz czuje się jak jego kolejna fanka!
Niczym larwa owinęłam się wełnianym kocem, który wychwycił ze mnie prawie całą wodę i działał niczym mur odgradzający mnie od niego.
-Odwiozę cię pod dom. -uśmiechnął się, jakby już zapomniał co między nami zaszło.
Odpowiedziałam mu pół uśmiechem.
***

Od czasu naszej wycieczki nie było chwili ,w której o nim nie myślałam. Spokoju nie dawała mi też ta kobieta? kobieto-zjawa? nad drugim brzegiem jeziorka. Z całych sił usiłuje zapomnieć o tych zdarzeniach,  ale im bardziej się staram tym bardziej wykuwa mi się to w pamięci. 
Na szczęście udaje mi się zając myśli czymś innym... całe szczęście bo jeszcze trochę i bym oszalała. Moim ukojeniem okazuje się być przymierzanie sukienki na imprezę Anonima. Jestem bardzo zaskoczona faktem ,że w ogóle zdecydowałam się na nią iść bo zazwyczaj nie jestem chętna na takie zabawy. Może to dlatego ,że nie jestem człowiekiem towarzyskim. 
Gdy już wcisnęłam się w nieco za małą sukienkę z lekkim wahaniem podeszłam do lustra nie wiedząc czego się spodziewać. Modliłam się aby wyglądała na mnie dobrze bo to ostatni taki model z wypożyczalni sukienek. Kamień spadł mi z serca gdy okazało się,że wyglądałam w niej lepiej niż świetnie. Czarny i matowy materiał sukienki idealnie przylegał do mojej wąskiej tali ,a sztywny i marszczony fragment budujący dekolt uwydatnił moje przeciętne piersi. Od pasa do kolan sukienka rozkładała się w parasol. Kolor sukienki stanowił idealny kontrast dla mojej bladej skóry i krwiście czerwonej szminki na moich ustach. Do tego najprostszy kok i jestem gotowa do wyjścia. 

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 9

Gdy wyszliśmy z baru kanapkowego słońce niemal wzbiło się na najwyższy punkt na niebie. Jego promienie idealnie odbijały się od maski najnowszego Chevroleta. Co mnie zaskoczyło to to ,że Devid zmierzał w jego stronę. Szłam za nim z założonymi rękoma na piersi a z mojej twarzy dało się wyczytać napięcie. Będąc za nim miałam idealną okazję lepiej mu się przyjrzeć, jednak cała moja uwaga powędrowała w gąszcz blond-białych włosów chłopaka, które wyglądały jakby przeszło po nich tornado. W momentach ,gdy słońce bardziej przygrzało jego czupryna idealnie pochłaniała promienie słoneczne i nabierała złocistego połysku. Aż miałam ochotę podejść do niego na niebezpiecznie małą odległość i ujarzmić palcami co to dzieje się na jego głowie. Przezwisko ,,złotko'' jest całkowicie adekwatne do jego wyglądu. 
Szłam jak zombie będąc całkowicie w niego wpatrzona jakby był dużym kawałkiem mięsa i nawet nie zauważyłam kiedy się zatrzymał. W ostatniej sekundzie zdołałam uniknąć zderzenia o jego twarde plecy. Odskoczyłam od niego o krok nim zdołał się do mnie obrócić.
-To twój samochód?
Zapytałam.
-Wiem na każdej robi wrażenie.
Odparł z dumą w głosie ,a ja poczułam się jak następna jego zabawka. Zaraz uprzejmie i nonszalancko otworzył mi drzwi.
-Że mam do niego wsiąść?
-A co innego?
Byłam lekko zaskoczona. W jednej chwili poczułam się przez niego wyróżniona, co oczywiście mi schlebiało. Patrząc na jego nadludzko przystojną twarz naszły mnie wątpliwości.
-Rozumiem ,że to jest ta rzecz ,którą mam dla ciebie zrobić?
Twierdząco kiwnął głową ,a na jego pełnych ustach pojawił się młodzieńczy uśmiech.
-Tylko bez żadnych psycholskich zachowań, inaczej wysiądę.
Jego rozbawienie było dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Nie czekając dłużej wsiadłam do nowiutkiego Chevriolet'a. Czułam się jak królewna w tak luksusowym samochodzie i mając u boku największe ciacho w Kalifornii.
Gdy zajął miejsce kierowcy ,odpalił silnik i ruszyliśmy w niewiadome gdyż nie chciał mi zdradzić celu podróży.
-Więc... - usiłowałam przerwać trwającą ciszę - jak długo pracujesz w warsztacie samochodowym?
Uniósł jedną brew i na sekundę omiótł mnie niebieskim spojrzeniem.
-Nie pracuję tam tylko pomagam. To warsztat mojego ojca więc czasem zostaję dłużej żeby wszystko ogarnąć tak jak w tedy, gdy się spotkaliśmy.
Odpowiedział po krótkim namyśle. Teraz już wiadomo jak było go stać na te cudeńko ,którym teraz prowadzi. Nie dość ,że jest ładny to jeszcze bogaty, po prostu ideał ,ale przyznaję w duchu ,że nie dla mnie. Jest w nim coś co mnie odpycha.
-A ty? Masz jakieś zajęcia?
By odpowiedzieć na jego pytanie musiałam zagłębić się w zakamarki mojego umysłu.
-Jeśli kłócenie się z macochą i uprawianie roślinek się liczy to tak.
Odparłam z dziecięco niewinnym uśmiechem na ustach. On jednak zachował aż zanadto poważny wyraz twarzy. Zaraz zaczęłam zastanawiać się czy powiedziałam coś nie tak.
-Twoja mama zginęła? -zapytał a jego głos w jednej chwili przeistoczył się w lodowate muśnięcie wiatru.
-Tata też. Oboje byli aktorami w paryskim teatrze... zginęli w pożarze na jednym z swoich występów, ale to było wieki temu.
Widziałam jak na jego twarzy pada nieprzenikniony cień spod ,którego nie mogłam wyczytać emocji.
-Przykro mi - wyszeptał kamiennym głosem przez zęby - Miejmy nadzieje ,że są w lepszym miejscu niż to bagno po ,którym chodzimy.
Po chwili spojrzał na mnie dosłownie zaglądając mi w głąb oczu jakby były studniami bez dna. Na jego ustach szybko pojawił się pocieszny  uśmiech obnażający śnieżne zęby. Jego hipnotyzujące spojrzenie nie było w stanie odwrócić mojej uwagi od wyskakującej na ulicę sarny z pobliskiego lasu.
-Uważaj!
Tylko tyle zdołałam wyrwać z swojej krtani nim mocne hamowanie wyrwało mnie z siedzenia ,a pasy z powrotem do niego przygwoździły. Siła wyrzuty była tak mocna ,że pas niemal wgniótł się w moje żebra pozbawiając mnie tchu i przyprawiając o ból ,którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. W uszach jeszcze słyszałam pisk opon a powietrze nadal przesiąknięte było zapachem palonej gumy. Z ulgą odetchnęłam ,gdy okazało się ,że miałam głowę na miejscu a na jezdni nie było śladu po rozjechanej sarnie.
-Spokojnie mam wszystko pod kontrolą.
Oznajmił niemal się śmiejąc.
-Co cię tak bawi? Mogliśmy zginąć!
Rozbawienie na jego twarzy tylko się wzmożyło ,gdy wybuchnęłam gniewem.
-Masz racje... mogliśmy zginąć... - przytaknął ,a przy tym zabrzmiał tak jakby była to tylko przejażdżka rollercoaster'em.
Nadal ledwo powstrzymywał śmiech jakby bawiło go moje przerażenie z faktu ,że o włos uniknęliśmy śmierci. Zaraz z jego lewej dłoni zaczęła cieknąć krew. Widząc moje zaniepokojone spojrzenie pokierowane na jego ranę zdecydował się szybko zareagować. W mgnieniu oka położył swoją gorącą dłoń na moją. W momencie , gdy nasze dłonie się zetknęły przeszedł mnie prąd, który sprawił ,że moje serce zaczęło bić dwa razy szybciej. W jeszcze większym przerażeniu spojrzałam na niego i widząc w jego szkliście błękitnych oczach moją roztrzepaną twarz kompletnie spanikowałam.
-Spokojnie to tylko draśnięcie.
Jego łagodny głos w jednej chwili mnie uspokoił. Zaraz z wielkimi oporami wysunęłam a raczej wyrwałam swoją dłoń spod jego i przywarłam ją do skroni, pulsująco ją uciskając. Nie ukrywam ,że w tym momencie usiłowałam zakryć swoją poczerwieniałą twarz.
-Możemy już jechać? -było słychać drżenie w moim głosie.
Powiedziałam to z narastającą gulą w gardle. Zerwałam z nim wszelki kontakt wzrokowy ,gdyż czułam na skórze jego szczypiące spojrzenie.
Bez słowa wykonał moją prośbę.
***
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy ,gdy nagle samochód zatrzymał się i zbudził mnie z drzemki. Wyglądając przez szybę, zobaczyłam idealnie równą , niewzruszoną wiatrem taflę jeziora. W świetle słońca woda połyskiwała i mieniła się niczym łuski wyskakującego z nad oceanu marlina. Moje oczy gubiły się wśród nasączonego zielenią lasu jodłowego ,który otaczał zbiornik. Tu było po prostu pięknie. 
Zaraz wysiadłam z samochodu ,a moje stopy natychmiast ugrzęzły w żółtawym piasku. Devid nie chcąc czuć się gorszy ode mnie także wyszedł z chevriolet'a i staną po drugiej stronie pojazdu, kierując spojrzenie na mnie ,a w następnej kolejności na coś odległego w przestrzeń błękitu nieba. Zaraz zaczerpnęłam powietrza ,a moje płuca zapełniło ziemiste powietrze ,które oczyściło je z kurzu. 
-A wiec to tu tłukliśmy się.. -spojrzałam na zegarek - półtorej godziny. 
-A nie było warto? 
Zabrzmiał jakbym w jakiś sposób go uraziła. Oczywiście to tylko złudzenie gdyż jak już zdołałam go poznać , nie daje się tak łatwo zrazić. 
-Nie, przepięknie tu i w ogóle ,ale nie rozumiem po co tu przyjechaliśmy. Gdybym to ja była na twoim miejscu kazała bym ci.. - chwila namysłu - wykrzyczeć publicznie coś kompromitującego.
Uśmiechnęłam się figlarnie odgarniając pojedyncze kosmyki włosów z oczu. 
-No proszę niezłe z ciebie ziółko. Jak widzisz nie jestem taki zły, a wręcz jestem aniołkiem w porównaniu do ciebie. 
Uroczo się uśmiechnął po czym przeskoczył przez maskę samochodu i stanął tuż obok mnie. 
-Tak naprawdę to chciałem pokazać ci tę miejsce. Niewielu je zna a warto mieć w kolekcji taką perełkę. 
-Dzięki, ale to nie zmienia faktu ,że i tak na chwile obecną... nie lubię cię za tą bluzkę. B y ł a moją ulubioną. 
Wymamrotałam spod nosa tak cicho a jednocześnie tak śmiało ,że sama się zdziwiłam z powodu mojej dwuznaczności. Oczywiście to kłamstwo i potwierdzić mógł to mój uśmiech. 
-Zobaczysz ,jeszcze mnie polubisz. Dopilnuje tego. Tymczasem radzę ci się napatrzeć bo zaraz pokaże ci coś jeszcze. 
Posłuchałam się jego rady i leniwym krokiem powędrowałam w stronę jeziora, będąc jednocześnie podekscytowana tym co chce mi pokazać. Czy istnieje jeszcze coś piękniejszego od tego miejsca, od tej oazy spokoju? Wątpię. 

No to teraz coś od autora ;D
Hej ludziska, chcę tylko powiedzieć ,że każdy komentarz motywuje mnie do pracy i powiadamia ,że ktoś mnie czyta. Więc jeżeli ci się podobało , jeżeli ktoś to czyta i jeżeli ktoś w ogóle doczytał to do końca to proszę zostaw komentarz na dole i napisz swoją opinie czy jest okej lub czy powinnam bardziej pracować ;D To tyle z mojej strony ludki więc do następnego rozdziału ;) ( a w nim będzie się działo ;D)

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 8

Na jego twarzy widniało rozbawienie. Widocznie dobrze się bawił, gdyż nawet wydał z siebie coś na kształt podśmiechiwania. Gdy jednak nasze spojrzenia się zderzyły z jego ust zszedł głupi uśmiech, jakby ktoś zmazał mu go z twarzy. Nagle różnica wzrostu po między nami stała się niczym w porównaniu do wielkości mojego wkurzenia.
-Sorki, jesteś taka niska ,że cię nie zauważyłem. - mówił to przez śmiech. 
Jakoś mu nie wierzyłam. Za jego głosem kryła się nuta sztuczności. Nie wiem do czego zmierzał ,ale zdołał mnie sprowokować. Staliśmy tak na przeciw siebie, znacząco wymieniając się spojrzeniami. Czułam jak kotłowała się we mnie krew i wszystkie zszargane już dzisiejszym dniem nerwy. Aż czuje na skórze powiew satysfakcji na myśl tego co zaraz uczynię. Przeskoczyłam wzrokiem na grupkę jego kolegów by upewnić się czy na nas patrzą i ku mojej myśli patrzyli. Gdy już upewniłam się ,że mam widownie sztucznie uśmiechnęłam się do chłopaka, który nie miał pojęcia co go czeka. Nie odrywając spojrzenia od jego błękitnych oczu zdecydowanym i silnym ruchem posłałam na jego białą koszulkę resztkę mojej kanapki posmarowanej ketchupem. Z premedytacją wsmarowałam w niego czerwoną maź po czym energicznie puściłam tacę z moim daniem. Wszystko z hukiem runęło na ziemie rozbryzgując się na wszystkie strony świata. Wszyscy zamarli gdy ja tylko głośno westchnęłam i wzruszyłam bezradnie ramionami.
-Sorki nie zauważyłam cię, tak jakoś wyszło. 
Był całkowicie zaskoczony. Z pewnościom on ani nikt inny z jego towarzystwa nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Wpatrywał się we mnie wielkimi oczyma będąc jeszcze chwilę w  stanie dezorientacji po czym lekko rozwarł usta. Widocznie wzbierał się na to aby coś mi powiedzieć gdy nagle zamknął usta i głośno się zaśmiał.
Nie miałam ochoty przebywać w towarzystwie takiego debila. Muszę przyznać ,że się rozczarowałam gdyż myślałam ,że jest choć trochę normalny. W tym momencie przyznałam racje Antoniemu. Całkowicie go ignorując skierowałam się w stronę wyjścia, gdy jego silna ręka zagrodziła mi drogę. Bezczelnie oparł się o ladę uniemożliwiając mi ulotnienie się z tego miejsca. Spiorunowałam go wzrokiem, mając nadzieje ,że go spłoszę... 
-Odejdź, w porównaniu do ciebie mam jeszcze parę ważnych spraw do załatwienia. 
Warknęłam beznamiętnie. 
-Myślisz ,że nie poniesiesz za to konsekwencji? - wskazał palcem na koszulkę w miejsce plamy - wybacz ale nie należę do tych pobłażliwych.
Szepnął mi do ucha. Schylił się do mnie na tyle blisko bym mogła poczuć jego zapach. Serce zabiło mi szybciej.
-To ty pierwszy mnie umazałeś, pamiętasz? Właśnie przed chwilą poniosłeś za to konsekwencje i jesteśmy kwita.- zrobiłam w jego stronę słodko-sarkastyczny uśmieszek. 
-Przeproś i cię puszczę. 
Myślałam ,ze popłaczę się ze śmiechu.
-Prędzej umrzesz. -odparłam z łzami śmiechu w oczach.
-Okej. Mam czas. -oznajmił myśląc ,że wzbudzi we mnie coś w stylu zażenowania, ale nic z tych rzeczy.
-A ja jestem cierpliwa - odgryzłam się równie efektywnie co on.
Staliśmy jak dwa słupy soli. Każde z nas było tak samo uparte i zaborcze. Zaglądaliśmy sobie prosto w oczy bez żadnych skrupułów, niemalże czytając sobie w myślach. Po chwili zorientowałam się ,że jest o wiele za blisko mnie niż bym sobie tego życzyła. Nim jednak zdołałam zrobić coś w tej kwestii obserwowałam jak nasze klatki piersiowe prawie ,że przylegają do siebie i rytmicznie unoszą się tylko po to aby zaraz opaść niczym falujące wybrzeże oceanu. Po tym spostrzeżeniu ,które nieco mnie uspokoiło a jednocześnie na nowo wzburzyło krew w moich żyłach, raz jeszcze spojrzałam w jego niebieskie oczy. Spojrzenie jasnowłosego było teraz inne, bardziej żywe, poprzeplatane z uczuciami których nie mogłam rozszyfrować. Gdy już miałam się odezwać i pokazać mu linię mojej przestrzeni osobistej, do akcji wkroczył sprzedawca.
-Co się tutaj stało? Jeszcze raz państwo się tak zachowacie a wyproszę was z baru. To miejsce publiczne i nie każdy z naszych klientów ma ochotę oglądać takie sceny. Teraz proszę usiąść i nie blokować kolejki. Dziękuje.
Zrobiłam się cała czerwona w momencie ,gdy obejrzałam się dokoła i zdałam sobie sprawę, za nami stało około pięciu ludzi wpatrzonych w nas jak w jakieś zjawisko paranormalne. Może pięć ludzi to niewiele ale dla mnie to jak widownia koncertowa. Lekko się zapowietrzyłam i nie zważając na chłopaka ,który zdawał się być tym faktem w ogóle nie przejęty ruszyłam w stronę najbliższego stolika, zostawiając go w tyle. Gdy jednak w końcu się usadowiłam on już siedział i sprawiał wrażenie jakby czekał na mnie x-dziesiąt lat. W jednej chwili przeszły mnie ciarki. Przemieszczanie się z miejsca na miejsca w czasie sekundy nie jest normalne.
-Jak to zrobiłeś?
Posłał mi pytające spojrzenie, jakby nie wiedział o co mi chodzi.
-Co?
-Przed chwilą stałeś tam a teraz jesteś już tu. Jak?
Wykrzywił twarz w dziwnym grymasie.
-Chyba powinnaś coś zjeść, bo zaczynasz mieć halucynacje.
Zadowolenie na mojej twarzy powoli zaczynało go denerwować.
-Wmawianie takich bzdur osobie ,która coś podejrzewa , to typowa reakcja obronna osoby ,która ma jakiś sekret... i tu cie mam.
Sprawiał wrażenie obojętnego na to co mówię, jakby puścił moją spostrzegawczą uwagę mimo uszu jednak dobrze wiem ,że tak nie było. Coś ukrywa.
I w tym momencie zapanowała niezręczna cisza. Od czasu do czasu na niego zerkałam tylko po to by dokładniej mu się przyjrzeć. Gdy zsumowałam wszystkie te przelotne spojrzenia w mojej głowie stworzył się obraz przystojnego blondyna. Musiałam przyznać po raz kolejny ,że jest piękny jednakże jest w nim coś co jest przeciwieństwem tego piękna. Jest w nim coś destrukcyjnego, coś innego niż u wszystkich ludzi jakich dotychczas spotkałam. Może to dobra okazja aby go lepiej poznać? Może nie jest taki zły jak wszyscy mówią?
-Tak w ogóle to nazywam się Agnes.
Mój głos przykuł jego uwagę. Zaraz spojrzał na mnie i uroczo się uśmiechnął, jakby miał to być ostatni uśmiech jaki zobaczę w swoim życiu.
-Devid.
Odwzajemniłam mu szczerym uśmiechem.
Niespodziewanie Devid wyciągnął rękę na stół i oparł ją na łokciu. Spojrzał na mnie jakby czegoś ode mnie oczekiwał.
-Będziemy siłować się na ręce. Jeśli wygrasz to ja cie przeproszę, jeśli przegrasz zrobisz dla mnie jedną rzecz i nie będziesz musiała mnie przepraszać.
Mój wyraz twarzy wyrażał tylko oburzenie.
-Chyba kpisz. Oczywiście ,że przegram to jest nie fair.
-To oczywiste ale nie będziesz musiała mnie przepraszać. Nie o to ci chodziło? No chyba ,że chcesz tu siedzieć do jutra.
Głęboko wzruszyłam ramionami.
-Ale to ty powinieneś mnie przeprosić.
Nie zważając na jego reakcję zdecydowałam się położyć rękę na stół. Wolałam mieć to już za sobą tym bardziej ,że nie oczekuje ode mnie przeprosin. W jednej chwili na plecach poczułam kujące spojrzenia jego kolegów. Gdy moja dłoń ugrzęzła w jego mosiężnym uścisku zacisnął ją tak mocno,że umieszczone w niej kości wydały z siebie niepokojący zgrzyt. Nie zważając no to bacznie obserwowałam jego umięśnioną rękę i porównywałam ją z moją. To było jak porównywanie patyka do konara.
-Pamiętaj, zrobisz dla mnie jedną rzecz.
Fakt ,ze mówił to przez uśmiech napawało mnie obawą.
-O ile uznam to za wykonalne i stosowne.
Zaczął odliczać i gdy skończył rozpoczął się nasz nierówny pojedynek. Z całych sił usiłowałam stawić mu opór, jednakże nie trwało to dłużej niż dwie sekundy. Devid brutalnie przygwoździł moją dłoń do blatu, wykręcając moją rękę o 180 stopni, wręcz wyłamując ją z stawu.
Chwilę potem gdy już mnie puścił, gwałtownie wstał i rozciągnął się niczym dziki przerośnięty kot. Zaraz rzucił na mnie równie drapieżne spojrzenie. W jego lśniących podekscytowaniem oczach było się coś co zrodziło w mojej głowie niepokój.  

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 7

Idąc wzdłuż szpitalnego korytarza czułam na skórze powiew grozy. Białe kafelki i ściany nadawały surowy wygląd temu ,,tunelowi'' bez okien. Z upragnieniem wypatrywałam drzwi z numerem 144. Wraz z chwilą gdy się do nich zbliżałam narastała we mnie presja i stres. Czułam się trochę nieobecnie, jakbym lunatykowała. Widziałam jak przez mgłę gdyż biel ścian zlewała się z wszystkimi innymi kolorami tworząc jedną wielką mleczną powłokę. Gdy w końcu moja dłoń zawisła na klamce zaczęły szargać mną wątpliwości. Przecież znałam go zaledwie jeden wieczór a już przychodzę do niego w odwiedziny. W jednej chwili rozmyśliłam się i postanowiłam zrezygnować z planu wizytacji. Nim jednak zdołałam oderwać dłoń od klamki drzwi przed moim nosem otworzyły się a zza nich wyłoniła się pielęgniarka. Przez jej ramie zauważyłam leżącego Antoniego na łóżku szpitalnym. Serce podeszło mi do gardła gdy nasze spojrzenia się spotkały. Zaraz cała zrobiłam się czerwona.
-Ktoś z rodziny? -zapytała pielęgniarka. 
-Znajoma. - czułam się jak przyłapana na gorącym uczynku.
-Przykro mi ale tylko rodzina może odwiedzać pacjentów. 
Jej słowa wbiły mi nóż w plecy. Zrezygnowanie pokiwałam głową i gdy już miałam odejść zainterweniował Antoni.
-W porządku, ona może wejść, jest daleką kuzynką więc traktujemy się jak znajomi. 
Pielęgniarka przez chwilę milczała, zapewne rozważając czy mnie wpuścić czy nie. Z jej zmieszanego wyrazu twarzy wyczytałam podejrzliwość. Było przecież oczywiste ,że się domyśli, tylko głupek by w to uwierzył.
-W porządku masz piętnaście minut.
Myślałam ,że wybuchnę śmiechem. Przez chwilę pomyślałam że się z nas nabija ale jej wyraz twarzy na to nie wskazywał. Gdy przeszła obok mnie i zniknęła mi z oczu razem się roześmialiśmy, jednak po chwili zaczęło dochodzić do mnie ,że zostaliśmy całkowicie sami - tylko ja i on. Myśl ta sprawiła ,że serce w mojej klatce piersiowej zaczęło kołatać niczym ścienny zegar. Z nutką nie pewności podeszłam do jego łóżka i zajęłam miejsce na drewnianym krześle. Przeczesałam włosy.
-Daleka kuzynka?
Spojrzałam na niego ironicznie z uśmiechem na ustach.
-Miałaś lepszy pomysł?
Odparł z równie łobuzerskim uśmiechem na ustach co ja. W mojej głowie kłębiło się milion myśli, nie wiedziałam co mam mówić. Czułam się jakbym zaraz miała dostać palpitacji.
-Przechodziłam obok więc pomyślałam ,że wpadnę. - kłamstwo.
Muszę przyznać ,że jestem coraz lepsza w okłamywaniu ludzi, może dlatego ,że jestem zmuszona robić to coraz częściej. Oczywiście ,że planowałam te odwiedziny od wczoraj. Gdy ochłonęłam ukradkiem zerknęłam na bandaż pod którym był jego nos. Wyglądał przezabawnie.
-A co tam z twoim nosem?
Wymamrotałam.
-Złamanie z przesunięciem. Musieli wyjmować mi odłamek kości. Bolało jak cholera.
-Ale uderzenie czy operacja? - zapytałam nim zdołałam dwa razy przeanalizować swoje pytanie.
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, a zaraz potem na jego usta zakradł się nonszalancki i drwiący uśmiech. Jego łagodne zielone oczy skradły mi duszę.
-Wybacz, głupie pytanie. - dosłownie palnęłam się w głowę.
Wbiłam wzrok w kolana. Zapanowała głucha cisza , w której było słychać nasze oddechy. Na bladej skórze poczułam jego parzące spojrzenie. Z lekkim zawahaniem podniosłam głowię i spojrzałam w jego stronę. Speszyłam się faktem ,że dosłownie pożerał mnie spojrzeniem. Nagle zza szarych chmur wyszło słońce które wlało swoje promienie do pomieszczenia przez okno. Oczy Antoniego rzuciły na bladą ścianę zielony refleks nadając jej choć odrobiny życia. Jego twarz przybrała inny wyraz, i w jednej chwili wyczułam jego dziwne zachowanie.
-Wybacz, jeszcze dochodzę do siebie.
Zaraz szybko zerwał kontakt wzrokowy. Zabrzmiał jakby chciał się usprawiedliwić się za coś co nie jest skutkiem ubocznym narkozy. Postanowiłam  jednak nieco rozluźnić tą napiętą atmosferę.
-Nieźle sobie nagrabiłeś.
Posłałam mu rozbawiony uśmiech.
-Po części to moja wina. Wiesz jak na człowieka działają procenty szkoda się rozwodzić na ten temat.
Wyraźnie usiłował uciec od rozmowy. Postanowiłam ,że nie będę dociekać i spróbuje ugryźć z innej strony.
-A... ten koleś? Znałeś go? Tego Blondyna.
Spytałam z głosem niewiniątka, jakby wymknęło mi się przez przypadek co oczywiście nie jest prawdą. Z wyrazu twarz  chłopak wywnioskowałam ,że zdołał zauważyć moje zakłopotanie. Dosłownie jakby w oczach miał czujnik kłamstw i prawdy. Muszę przyznać ,że im dłużej świdrował mnie wzrokiem, tym bardziej zaczynałam wierzyć w to absurdalne stwierdzenie dotyczące czujnika w jego nadzwyczajnie zielonych oczach.
-W tym mieście każdy go zna. Szczególnie z jego okrucieństwa.
Zamyślił się tak jakby z szafeczek wspomnień odkopał straszne wspomnienia.
-Nie rozumiem was. Każdy mnie tu straszy ,że on jest jakimś posłańcem z piekieł ale to tylko zwykły zaczepiaka.
Uśmiechnęłam się dając upust mojemu przemyśleniu. Ten blondyn nie jest nikim więcej niż tylko zwykłym kolesiem szukającym bójki i fajnych lasek. Oczekiwałam ,że Antoni przyzna mi racje jednakże jego twarz stężała w wyrazie zaskoczenia. Jego usta lekko się rozwarły jakby nie mógł uwierzyć w to co mówię.
- Lepiej to wypluj. Nadarzy się jeszcze nie jedna okazja kiedy zobaczysz jaki jest. Poza tym nie będę cie pouczać. Zazwyczaj nie gadam z obcymi ludźmi ale dam ci radę - nie zadawaj się z nim i unikaj go jak ognia bo to jedyny sposób by uniknąć problemów.
Wprawił mnie w osłupienie. Po pierwsze w głębi serca nie mogłam przeżyć ,że nadal uznaje mnie za obcą. Czułam jak pękło mi serce, wręcz słyszałam jego trzask gdy łamało się na pół. Jego surowy wyraz twarzy mówił mi tylko jedno : wyjdź. W jednej chwili zamknął się przede mną, odepchną i nie dopuszczał do siebie mojego zaskoczonego spojrzenia. Poczułam się dotknięta jego nagłą zmianą zachowania. Może uraziłam go moją opinią? Może nie powinnam się wypowiadać na temat czegoś czego jeszcze dobrze nie poznałam? W każdym bądź razie nie byłam już mile widziana w tym pokoju.
Wstałam i postanowiłam wyjść bez słowa jednak tuż przed drzwiami zatrzymałam się i ostatni raz obejrzałam się na niego. Odprowadzał mnie wzrokiem.
-Zdrowiej szybko -oznajmiłam najbardziej łagodnym głosem jaki mogłam z siebie wykrzesać.
-Dzięki. -wręcz warknął.
***
Wracając ze szpitala wstąpiłam do pobliskiej kawiarenki w jednym celu - by zatopić smutki w zbyt słodkiej kawie. Gdybym miała opisać się dwoma słowami użyła bym : zdjęta z krzyża. Naprawdę czułam się fatalnie mając świadomość ,że Antoni jest na mnie w pewnym sensie zły. 
Olewając otaczający mnie świat weszłam do kawiarni i podeszłam do lady zamawiając czarną kawę, gdy pan sprzedawca poinformował mnie ,że to bar kanapkowy. Świetnie! 
-Poproszę kanapkę. Byle jaką. 
Czekając na moje zamówienie, usłyszałam dochodzące z nieopodal śmiechy i krzyki grupki młodych chłopaków w moim wieku. Usiłowałam to ignorować ale ich wrzaski działały na mnie niczym płachta na byka. Skoro sprzedawca nie interweniował to ja postanowiłam wkroczyć do akcji. Niech poczują gniew zażenowanej, zdenerwowanej i przybitej jednocześnie dziewczyny. Gdy odebrałam swoje zamówienie gwałtownie się obróciłam. Nagle zderzyłam się z czymś lub kimś ,a sos do mojej kanapki wylądował mi na bluzce. Myślałam ,że wybuchnę na widok wielkiej czerwonej plamy na środku brzucha. Rozgniewanymi oczyma spojrzałam w górę. Zobaczyłam tam ,,Złotka'' owego blondyna. 

środa, 11 marca 2015

Rozdział 6

Gdy wyszłam z centrum handlowego poczułam się jak małe dziecko we mgle. Kompletnie nie miałam pojęcia gdzie iść. Wszędzie było mnóstwo ludzi i budynków zasłaniających niebo. To naprawdę ogromne miasto, a z racji tego ,że to pierwszy raz gdy wyszłam na miasto od przeprowadzki z Nevady potwierdziła się moja obawa. Zgubie się. Postanowiłam jednak zbytnio nie oddalać się od galerii handlowej. Szłam wzdłuż chodnika gdy nagle mój wzrok przykuła pewna duża hala po drugiej stronie ulicy. Nad jaj drzwiami widniał napis ,,Starocie''. Nie zastanawiając się dłużej postanowiłam tam pójść, czemu? Taka moja natura, kocham starcie i żyje w przekonaniu ,że to właśnie przedmioty zabytkowe mają prawdziwą duszę. Niczym piorun przemknęłam przez ulicę stając przed frontowym wejściem do hali. Zdecydowanym pchnięciem otworzyłam drzwi, wchodząc do środka. W pierwszej kolejności uderzyła mnie fala zimnego powietrza i zapach rozlanej benzyny. W drugiej kolejności zdumiał mnie widok tego co zobaczyłam. Nie ukrywałam zaskoczenia gdyż zamiast zabytkowych kredensów i zegarów ściennych stały tu jeden przy drugim starsze i bardziej nowsze samochody oraz motory. W hali nikogo nie było więc śmiało przechodziłam koło nich dokładnie je oglądając. Moją uwagę przykuł stary rocznik Mustanga o połyskującym czerwonym lakierze. Niestety nie miał kierownicy a pod maską brakowało mu paru części. Jeszcze raz rozglądnęłam się dookoła by upewnić się ,że w promieniu stu metrów nikogo nie ma. Gdy już nabrałam pewności podeszłam do drzwi kierowcy po czym przyłożyłam twarz do szyby. Tak jak myślałam siedzenia były z orginalnej czarnej skóry w dodatku w stanie nieużywanym. Jednym z moich nielicznych marzeń jest właśnie posiadać tak oto zacny samochód, a będąc tak blisko tego Mustanga - spełnienia moich marzeń- jest już samo w sobie spełnieniem życiowym. Jednak myśl o tym , że  te marzenie jak na razie znacznie przekracza budżet mojego kieszonkowego sprowadza mnie na ziemie. 
-Sklep już nieczynny. 
Zza moich pleców rozbrzmiał męski głos. Z przerażeniem podskoczyłam do góry i gwałtownie odskoczyłam od samochodu. Zaraz na piętach obróciłam się za siebie.  
-B-było... było otwarte, więc myślałam ,że jest... czynny.
Mówiłam w lekkim rozkojarzeniu gdyż stałam na przeciw wpół ubranego chłopaka, a dokładnie blondyna ,który załatwił Antoniego. Z tego co pamiętam miał ksywę ,, Złotko'' co całkowicie pasowało do jego złotawej opalenizny i bardzo jasnych włosów. Ubrany był od pada w dół więc nie mogłam oderwać wzroku od jego mocno zarysowanych mięśni. Wyglądał jak czołowy model z pierwszej okładki. Do tego jeszcze te zniewalająco-hipnotyzujące spojrzenie. 
Jejku! Gdybym tylko wiedziała ,że on tu pracuje to nigdy bym to nie przyszła! NIGDY!
-Otwarte tylko do siedemnastej. 
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
-Już jest siedemnasta?
Oczekiwałam odpowiedzi nie.
-Tak.
Wyobraziłam sobie jak Wanda czeka na mnie w centrum handlowym szykując awanturę dotyczącą mojego spóźnienia. Nerwowo przeczesałam czarne włosy zerkając na zegarek na ręku. Rzeczywiście byłam spóźniona. Zaczęłam się zadręczać, nie wiedziałam czy zostać czy iść czy powinnam z nim gadać czy nie.
Nagle moje chaotyczne myśli przerywa dźwięk ciężkich kroków. Chłopak stanął obok mnie i nawet nie zauważyłam kiedy. Stał tak wpatrując się w czerwonego Mustanga zupełnie tak jak ja przed paroma sekundami temu. Z zaciekawieniem zadarłam głowę do góry by spojrzeć na jego zamyśloną twarz. Nim zdołał to zauważyć szybko odwróciłam wzrok na podłogę, po czym tak jak on z powrotem obróciłam się w stronę Mustanga.
-Rocznik sześćdziesiąty dziewiąty. Mój ulubiony.- powiedział spokojnie.
-Mój też. Nie sądziłam ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać tak stary model.
Po chwili poczułam na skórze jego zimne a zarazem kujące i zaciekawione spojrzenie. Zaraz moja twarz powędrowała w górę i gdy już ujrzałam błękit jego zaskoczonych oczu, beztrosko się uśmiechnęłam.
-Nie sądziłem ,że jeszcze gdzieś w tak wielkim mieście można spotkać normalne dziewczyny.
Odruchowo się zaśmiałam. Cały czas zaglądaliśmy sobie w oczy jakby łączyła je niewidzialna linka. W jego niebieskich tęczówkach widziałam odbicie swojej rozkojarzonej twarzy. Trwało to zaledwie parę sekund gdy również się uśmiechnął i odwrócił wzrok.
-Co tam u niego?
-U kogo? -zapytałam i poczułam się jak idiotka.
-U twojego chłopaka.
Zaraz w głowę uderzyło mnie tysiąc myśli. Oczywiście ,że chodzi mu o Antoniego. Gdy już miałam mówić nagle zabrakło mi słów. Czułam się nie komfortowo mówić o Antonim w towarzystwie kolesia który go pobił.
-To nie jest mój chłopak. Prawie się nie znamy ,ale z tego co słyszałam dochodzi do siebie.
Posłałam mu naburmuszone spojrzenie. Był bezczelny. Nie czekając na jego reakcje postanowiłam stąd wyjść.
Zanim jednak zrobiłam krok znów zniewolił mnie jego głos.
-Nim pomyślisz że jestem super dupkiem ,który bije słabszych pierw spytaj się swojego kolegi dlaczego tak postąpiłem.
Spojrzałam na niego tak samo zaborczo jak on na mnie.
-Mylisz się bo właściwie pomyślałam ,że jesteś bezczelny ale skoro wolisz dupka to może tak zostać.
Posłałam mu figlarny uśmieszek, a on odpowiedział mi zaskoczonym spojrzeniem. Ja sama byłam zaskoczona, że zamiast złości ,którą powinnam do niego żywić zebrałam się tylko na ten nic niewarty uśmiech, który nie miał w sobie ni grama nienawiści.
Po chwili zerknęłam na zegarek raz jeszcze i uświadomiłam sobie ,że muszę już iść.
-Musze już iść. Cześć.
-No narka - zanim odpowiedział minęła niezliczona ilość sekund.
Po chwili ubrał na siebie koszulkę, którą nie wiem skąd wytrzasnął. Ten czyn wpłynął na mnie dwuznacznie bo z jednej strony pozbawił mnie pięknego widoku co nie było pozytywne a z drugiej strony nie byłam już onieśmielona.
Nim zorientowałam się ,że idę byłam już w progu drzwi. Nie wiem dlaczego ale z bólem w sercu opuszczałam te miejsce, jakby ten koleś znaczył dla mnie coś więcej niż tylko połamany nos Antoniego.
-Pozdrów go!
Jego głos zdołał przedrzeć się przez szczelinę zamykanych drzwi.
Z ulgą odetchnęłam gdy już zniknęłam z jego pola widzenia. Imadło na moich płucach poluźniło się a ja na powrót mogłam oddychać. Wciąż nie mogłam zrozumieć czemu moje ciało tak reaguje na jego widok. Przecież jest wiele takich jak on, a mimo tego serce mówi mi ,że jest jedyny w swoim rodzaju. Czyżbym zamieniała się w jedną z jego fanek?! Mam szczerą nadzieje ,że to tylko przejściowy stan fascynacji. Nie zastanawiając się wróciłam do centrum handlowego.  

środa, 25 lutego 2015

Rozdział 5

Siedziałam na krześle pośrodku wydm białej pustyni. Gdzie bym nie sięgnęła wzrokiem wszędzie ciągnął się jej nie kończący biały piasek a linia horyzontu stykała się z błękitem nieba. Wokół panowała niezwykła cisza, która zagłuszała moje myśli. Czułam jednak ogromnie pragnienie, wypacałam litry wody a słońce nad moją głową wlewało zabójczy żar w gąszcz moich czarnych włosów. Nagle przede mną pojawiły się drewniane dwu metrowe drzwi. Stały tak bez żadnego umocowania, jakby trzymała je niewidzialna ściana. Próbowałam wstać ale moje ciało było zbyt ciężkie. Od drzwi bił przyjemny chłód, a spod nich wydobywała się lodowaty obłok, który natychmiast parował gdy osadzał się na mojej popękanej skórze. Jedyne co mogłam zrobić to przechylić się do przodu i zajrzeć przez dziurkę od klucza. To co w niej zobaczyłam wyrwało mnie z senności. Na ziemi leżał Antoni. Był cały we własnej krwi, ledwo oddychał a z jego ust wydobywał się cichy jęk i coś w stylu błagania. Jego zaszłe już krwią oczy zwrócone były w górę do wysokiego blondyna o tak samo błękitnych oczach jak niebo nad moją głową. Stał wyprostowany szykując się do zadania ostatecznego ciosu. Czułam się bezsilna, chciałam krzyczeć lecz nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Chciałam wstać lecz moje ciało było zbyt ciężkie. Chciałam zamknąć oczy by tego nie widzieć lecz moje powieki zastygły w miejscu niczym magma. Nagle całkowicie niespodziewanie od drugiej strony dziurki do klucza pojawiło się czyjeś bursztynowo-złote oko. Było tak szeroko otwarte ,że nie widziałam rzęs ani powiek... tylko oko. Wystraszyłam się, miałam odruch by odskoczyć od drzwi jednak nie mogłam drgnąć. Nie miałam innego wyboru niż tylko wpatrywanie się w złotawą tęczówkę. Zaraz potem rozległ się niezwykle delikatny i spokojny kobiecy głos.
-Twoją zgubą jest ten, którego pokochasz. Gdy już zapałasz uczuciem z początku gorzkim lecz potem słodkim jak ambrozja, gdy rozróżnisz już złość od miłości... bądź mądra i nie daj się zwieść młodzieńcu ze złota. Zaledwie jedne słowo w net cie i niewinne dusze zniszczy. Zapomnienie wart będzie ocalenia.
Głos umilkł wzbudzając we mnie trwogę. Po mimo ,że był bardzo spokojny i kojący miał w sobie tak potężną moc ,że przez chwile zaparło mi dech w piersiach. Jakbym właśnie stanęła w obliczu samej śmierci bądź życia. Oko nagle się zamknęło a ja zaczęła zapadać się pod wrzący piach pustyni.

Obudziłam się cała zapocona łapczywie nabierając tlenu w usta.Gdy spostrzegłam się ,że to tylko sen natychmiast odetchnęłam z ulgą. Koniecznie muszę zapomnieć o wydarzeniu z wczorajszego dnia, bo zaczyna odbijać mi się to na psychice. Nie otwierając oczu oddychałam unoszącym się w powietrzu zapachem naleśników, który przesiąkł moje płuca. Leżałam tak delektując się spokojnym i dobrze zapowiadającym się porankiem usiłując wymazać z głowy ten durny sen. Czułam jak jedwabiście ciepłe promienie słońca przedzierają się przez firanki i opadają na moją albinosko bladą twarz. Każda komórka mojego ciała miała się dobrze ,gdy nagle w moim żołądku, przebudziła się żądna jedzenia bestia.  Przemogłam wszelkie lenistwo i nadal z zamkniętymi oczami wstałam na równe nogi. W końcu okazało się ,że to nie ja jestem szefem tylko mój żołądek. Gdy mój mózg zaczął już funkcjonować ,,ogarnęłam się '' i zdałam sobie sprawę ,że gdy zejdę na dół Wanda zaleje mnie stertą pytań gdzie wczoraj byłam do tak późna. ,,O nie!''- jakiś głos zapiał mi w głowie. Będę musiała wymyślić jakieś przekonywujące kłamstwo. Po chwili zeszłam na dół. Całe dolne piętro było przesiąknięte zapachem , którym wiekami mogłabym się upajać.
Mój znakomity humor drastycznie się zmienił, gdy przy kuchence zauważyłam Wandę.
-Jak się spało?
Zapytała smażąc naleśniki.
-Dobrze.
Próbowałam ukryć irytację. Zaraz usiadłam przy stole z ślinką cieknącą mi z ust. Na talerzu czekała na mnie góra naleśników.
-Usmażyłam ci naleśniki... francuskie -zaakcentowała ,,francuskie''- Crepes.
Puściłam jej marną wymowę francuskiego mimo uszu. Bardziej skupiłam się na pochłanianiu Crepes'ów, jednak już po pierwszym kęsie do ust nasunęła mi się pewna uwaga.
-Zdajesz sobie sprawę ,że tylko nazwę mają francuską? Bo jeśli chodzi o smak to daleko im nawet do marnej kopi ideału.
-Benowi smakowały.
Wanda chyba zapomniała ,że mój wujek- Ben nie ma najmniejszego zmysłu smakosza w przeciwieństwie do mnie.
Cały czas ją obserwowałam. Światło wpadające do kuchni było bardzo intensywne, przez co mogłam zobaczyć wirujące w powietrzu drobinki kurzu. Po chwili energicznie się obróciła i z chochelką w dłoni spojrzała na mnie głębokimi brązowymi wpadającymi w czerń oczyma.
-Dziś mam wolne i jadę do centrum handlowego na zakupy. Chcesz jechać ze mną?
Zabrzmiała co najmniej irracjonalnie. Czyżby zapomniała ,że rzucamy w siebie piorunami i jesteśmy w stanie wojny?
Jeszcze raz świeżo na nią spojrzałam, unosząc jedną brew i nie do końca wierząc w to co słyszę.
-Nie mam pieniędzy.
-Ja mam, więc...
Spoglądała na mnie z satysfakcją. Może i tym razem wygrała tą bitwę ale nie wojnę! Zdusiłam w sobie buntowniczy odruch i zmusiłam się do przytaknięcia. Ścisnęłam usta tak jakby ktoś związał mi je niewidzialnym szwem. Spiorunowałam ją wzrokiem jednak nim zdołała to zauważyć obróciłam głowę w druga stronę.

Gdy wsiadłyśmy do czarnego BMW ruszyłyśmy w stronę centrum miasta. Silnik działał bez zarzutu, nawet nie było czuć ,że się jedzie.
-A tak w ogóle, to gdzie podziewałaś się wczoraj do tak późna?
O Jezu. Powietrze zeszło ze mnie jak z przebitego balonika. Myślałam ,że uszło mi na sucho.
-Siedziałam u koleżanki. Trochę się przeciągnęło bo oglądałyśmy film i straciłam rachubę czasu.
Dziwnie wykrzywiła brwi.
-Kłamiesz. Ty nigdy się przede mną nie tłumaczysz... no chyba ,że kłamiesz tak jak w tej chwili.
Ścisnęło mnie w żołądku. Przez chwile wyobraziłam sobie co by zrobiła gdyby dowiedziała się gdzie byłam i co się stało.
-Mówię prawdę...
Uśmiechnęła się pod nosem, tak jakby czytała mi w myślach. Z ulgą odetchnęłam gdyż z wyrazu jej twarzy wyczytałam ,że postanowiła dać mi spokój. Zaraz kamień spadł mi z serca i jakby nigdy nic spojrzałam za okno. Mijałyśmy mnóstwo budynków coraz nowszych i najnowocześniejszych. Kalifornia bezkompromisyjnie zajmowała pierwsze miejsce wśród miast w jakich kiedykolwiek byłam jeśli chodzi nowoczesną architekturę. Nim zdołałam się spostrzec staliśmy już na parkingu centrum handlowego.
-Mam cie zamknąć w samochodzie?- zapytała wychodząc z samochodu, wcale nie żartując.
Odburknęłam coś pod nosem po czym również wygramoliłam się z BMW.
-Co tak właściwie chcesz kupić?
Zapytałam w drodze do głównego wejścia.
-Rzecz jasna coś ładnego.
Posłała mi spojrzenie przez które przemawiała kpina. Na jej czerwonych ustach widniał sarkastyczny uśmieszek ,który wzbudzał we mnie niepokój. Jej uśmiech zawsze zwiastuje coś złego jednakże postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy i skupiłam się na pierwszej lepszej wystawie sklepu z odzieżą zimowo-jesienną. Okrzyk zachwytu przepełnił moje gardło i krtań na widok uroczej bluzy z uszkami tygryska. Zaraz wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
Minęło zaledwie trzydzieści minut, gdy już miałam dość chodzenia po sklepach. Trzeba przyznać ,że nie należę do osób ,które ubóstwiają zakupy. Bezsilnie usiadłam na ławce, gdyż nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Zmęczonym wzrokiem obserwowałam Wandę, która buszowała w jednym z sklepów. Po części ją podziwiałam ze względu na jej nad przeciętną wytrzymałość. Zachowywała się niczym przebiegły drapieżnik który czatował na swoje ciuchowe ofiary. Zaraz oderwałam od niej wzrok i zrezygnowanie schowałam twarz w dłoniach. Westchnęłam próbując ukoić zmęczenie mięśni. Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym niż tylko o planie ucieczki do domu.
-Hej Agnes!
W tłumie głosów moje uszy zdołały wyłapać jeden znajomy. Poderwałam głowę do góry rozglądając się za osobą ,która do mnie mówiła. Mój wzrok zatrzymał się na pociągłej i chudej twarzy oraz piwnych, upajających oczach.
-Hej.
Stała przede mną Natasza.
-Co ci się stało?
Zerknęłam na nią po czym na Wandę w sklepie.
-Nie kończące się zakupy. To się stało
Jej twarz emanowała energią ,której mi brakowało. Zaraz w kącikach jej ust pojawił się łobuzerski uśmiech.
-To twoja mama? Ale młoda! -co chwile zerkała to na mnie to na Wandę - w ogóle nie jesteście do siebie podobne.
Na widok jej zdezorientowanej twarzy chciało mi się śmiać. Ledwo powstrzymałam śmiech.
-Na całe szczęście to nie jest moja mama tylko ciocia. Od śmierci rodziców to ona z wujkiem się mną opiekują.
Natasza szeroko rozwarła oczy. Pewnie była następną osobą ,której zrobiło się mnie żal.
-O kurcze! Nie wiedziałam.
Była w lekkim zakłopotaniu.
-Nic nie szkodzi, muszę po prostu zacząć mówić to ludziom na początku znajomości, by zapobiec włośnie takim sytuacją. A ty co tu robisz?
-Idę odebrać sukienkę z pralni.
Poprawiłam włosy.
-Właśnie! -wykrzyknęła - Idziesz na Imprezę Anonim?
Spojrzałam na nią pytająco.
-Nie wiesz co to jest prawda? -zapytała z zażenowaniem w głosie.
-Prawda.
-Więc jest to największa, najhuczniejsza, najgłośniejsza impreza w ciągu roku, która na dodatek jest tu w Kalifornii. Jest bezpłatna więc przepustką jest warunek ,że musisz być w coś przebrana i obowiązkowo musisz mieć maskę na twarzy żeby pozostać anonimem. W tym roku trzeba być przebranym w coś z lat pięćdziesiątych. Wiesz jakieś sukienki i takie tam.
W jej piwnych oczach widziałam blask, którego nie zgasiłby najbardziej nieprzenikniony mrok. Po chwili uśmiechnęła się iście piekielnie jakby przemawiały przez nią wszystkie diabły.
-I mam na nią iść... prawda? -zapytałam.
-To nie jest oczywiste? Impreza będzie w ten piętek, czyli za pięć dni. W tym czasie musisz znaleźć sobie jakąś sukienkę.
Pokiwałam twierdząco głową. W sumie należy mi się coś od życia, a Wanda wcale nie musi wiedzieć. Natasza jednocześnie pisnęła i podskoczyła z radości. W pewnym bardziej dyskretnym stopniu podzielałam jej entuzjazm.
-Wiesz co u Antoniego?
Pytający głos dziewczyny rozebrzmiał w mojej głowie całkiem niespodziewanie.
-Myślałam ,że ty wiesz.
Zacisnęła usta i pokiwała przecząco głową. Widziałam w jej oczach zżerający ją niepokój.
-Gdy przywieźliśmy go wczoraj do szpitala, od razu dali go na sale operacyjną. Pielęgniarka powiedziała ,żebyśmy szli do domów bo operacja potrwa półtorej godziny , a z narkozy wybudzi się dopiero za dwa dni, czyli jutro.
-Oby nic mu nie było -szepnęłam tak cicho ,że ledwie ja to usłyszałam -a kim był ten blondyn?
Najwyraźniej nie chciała o tym rozmawiać bo odwróciła wzrok i głęboko wzruszyła ramionami jakby ten temat był tematem tabu. Na szczęście mam dar przekonywania.
-To miastowy gangster. Wiem ,że wszyscy jego koledzy wołają na niego ,,złotko''. To chyba jego ksywa ale nie znam imienia. Wszyscy w tym mieście raczej go omijają i ty też powinnaś. Podobno na swoim koncie ma brutalnie pobicia, jednak z spraw sądowych wyciąga go jego bardzo bogaty ojciec. Z resztą nie wiadomo czy to jego ojciec bo nikt nigdy go nie widział ani jego matki. Podejrzany i niebezpieczny typ.  A i uważaj na jego fanki. Też są niebezpieczne.
Opowiadała mi o nim szeptem i do ucha. Gdy skończyła dla niepoznaki poprawiła swoje kasztanowe włosy. Zaraz pomyślałam o jego przezwisku. ,,Złotko''. Jak na mój gust zabawne, może przezwali go tak ze względu na złote włosy i prawie złotą opaleniznę?
Zaraz potem Natasza oznajmiła mi ,że musi już iść. Miałam jeszcze drugie trzydzieści minut nim Wanda skończy zakupy więc postanowiłam przejść się po mieście. 

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 4

-Wdepcze cie w ziemie rozumiesz?
Urodziwy blondyn niemal ,że warknął. Jego rozgniewana twarz wpatrywała się tylko i wyłącznie w zdezorientowanego Antoniego, a głosem przypominał ostrą brzytwę tnącą najlepsze płótno. W moim gardle narosła gula ,której nie mogłam przełknąć. Nagle zaczęłam zastanawiać się o co mu chodzi.
-Znamy się?
Oznajmił spokojnie i łagodnie Antoni po czym wstał na równe nogi. Oboje pożerali się spojrzeniami.
-Teraz już tak. Posłuchaj mnie, wczoraj źle potraktowałeś moją koleżankę. Przeprosisz ją a ja nie połamie ci kości.
-Co proszę?! - wtrąciła się Katy.
Jej twarz wyrażała stanowczy sprzeciw. Nogi jasnowłosej zmiękły ,gdy spojrzał na nią rozwścieczony blondyn. Dziewczyna ponownie usiadła tak jakby nagle się rozmyśliła. Nie dziwiłam się jej... Przecież sama bym tak zareagowała gdyby ktoś posłał mi takie spojrzenie... przesiąknięte do szpiku kości złością. Siedziała cichutko, z resztą tak jak my wszyscy ale w jej oczach widniało równie duże przerażenie co w moich.
-A! -krzykną Antoni- chodzi ci o ta brunetkę. Nie mam za co przepraszać tej suki.
Jego słowa dolały tylko oliwy do ognia. Moja twarz stężała w wyrazie trwogi na myśl ,że groźba blondyna zostanie wprawiona w czyn.
W kącikach ust jasnowłosego pojawił się przebiegły uśmiech, jakby tylko czekał na taką odpowiedź. Zaraz zrzucił z siebie czarną ,skórzaną kurtkę i posłał ją w ramiona swojego kolegi. Teraz mogłam tylko podziwiać w całej okazałości jego idealnie zarysowane mięśnie na odkrytych ramionach. Z jednej strony wpadałam w zachwyt a z drugiej coraz bardziej się pogrążałam. Ten typ był o wiele lepiej zbudowany i wysportowany niż Antoni co wcale nie polepszało sytuacji.
-Hej ty! - przez chwilę bujałam w obłokach gdy spostrzegłam się ,że ten koleś mówił do mnie - możesz już dzwonić po karetkę.
Oniemiałam.
-Masz racje. Zaraz w niej wylądujesz -dodał Antoni  zadzierając za łokcie rękawy bluzy.
Po tych słowach blondyn ruszył w jego stronę. Kroki jasnowłosego były ciężkie, wręcz miałam wrażenie ,że ziemia drży pod jego stopami. Bardzo chciałam złapać Antoniego za rękę i uciec z nim gdziekolwiek byle by daleko z tond lecz paraliżowała mnie panika.
-Daje ci ostatnią szansę. Przeprosisz moją koleżankę i o wszystkim zapomnę.
Blondyn stanął przed Antonim. Był wyższy od niego co najmniej o głowę. Chciałam wykrzyczeć ,,Tak! Przeproś ją!'' gdyż jako obserwator miałam idealne warunki ,by szybko wywnioskować ,że wynik tego pojedynku jest już przesądzony. Gdy zauważyłam na twarzy Antoniego chęć odmowy, poderwałam się do góry ,by ich powstrzymać jednakże przeszkodziła mi Natasza. Złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie. Czułam jej niespokojny oddech na karku.
-Lepiej nie. On jest niebezpieczny.
Szepnęła mi do ucha z rezygnacją w oczach.
-Bo co pobije dziewczynę?
Nim Natasza zdołała jakoś zareagować na moją odpowiedź, rozległ się świst przecinanego powietrza, a zaraz po nim głuche uderzenie. Blondyn okładał Antoniego pięściami tak jakby bił w worek treningowy. Jego ciosy były nieludzko szybkie i precyzyjne. Wszystko to działo się zbyt szybko bym była w stanie zareagować. Po chwili do moich uszu dotarł dźwięk łamanej kości. Z nosa Antoniego zaczęła płynąć stróżka krwi, która po chwili zmieniła się w rwisty potok. Moje nogi ugięły się pod własnym ciężarem. Nie mogłam na to patrzeć, kręciło mi się w głowie. Gołym okiem było widać ,że walka nie była równa. Zaraz Antoni w kontrataku posłał blondynowi mocny cios, jednak ten złapał jego pięść nim zdołała go uderzyć. Zacisnął ją w morderczym uścisku ,a na twarzy Antoniego pojawił się bolesny grymas, widać było ,że ledwo znosił ból. Gdy dostrzegłam posiniałe palce chłopaka postanowiłam działać. Zdziwiłam się gdyż zdołałam przezwyciężyć paraliżujący mnie lęk. Wbrew trzeźwemu myśleniu szłam w ich stronę, czując na plecach kłujący wzrok Natasz i Katy. Moją skórę pokryła cienka i lepka warstwa potu. Antoni konał z bólu, zaczął wydawać budzące litość jęki, które najwyraźniej były zbyt mało przekonujące dla blondyna. Zdawało się ,że w ogóle go to nie ruszało ani jego kolegów. Miał oschłą twarz, pozbawioną wszystkich emocji prócz jednej... nieludzkiej złości. W obawie ,że zaraz zmiażdży mu kości dosłownie rzuciłam się na niego. Złapałam go za rękę swoimi dłońmi, które przy nim wyglądały na zabawkowo małe. Moja śnieżno-perłowa skóra stanowiła idealny kontrast z jego złotawą opalenizną. W momencie gdy go dotknęłam przeszły mnie ciarki, a serce gwałtownie szybciej zabiło. Tak jakby elektryzował wszystko czego dotknie. Jego skóra była gorąca, niemal ,że parzyła w dłonie zupełnie jakby w jego żyłach zamiast krwi płynął wrzątek. Będąc tak blisko niebezpieczeństwa uniosłam głowę, pozwalając by moje kosmyki włosów muskały jego umięśnione ramie.
-Przestań!
Wykrzyknęłam mocno akcentując francuskim. Spojrzałam w jego oczy. Dopiero z tak bliskiej odległości w pełni mogłam podziwiać jego piękne rysy twarzy. Wyglądał niczym młody bóg. Nagle tak jakby wyrwał się z transu furii ,a ja miałam satysfakcje ,że zdołałam zapanować nad drzemiącym w nim dzikim zwierzęciem.Spojrzał na mnie ostro ,a ja jak oparzona przeskoczyłam wzrokiem na jego usta. Zaraz tak jakby otrzeźwiał i poluzował morderczy uścisk, tym samym uwalniając Antoniego. Z ulgą odetchnęłam gdy jego ręka wyglądała tak jak powinna. Zaraz podbiegł do niego Alan z dziewczynami, który oglądał jego sine palce. Zadowolenie na jego twarz świadczyło tylko o tym ,że wszystko było w porządku.
Po chwili zorientowałam się ,że za długo trzymałam jego rękę i niczym w gorącej wodzie kompana spuściłam dłonie w dół i przywarłam je do swojego ciała. Zaraz szybko pożałowałam tej decyzji gdyż nim zdołałam się ruszyć poczułam jak coś zaciska na moim nadgarstku śmiertelną pętle miażdżąc mi kości. Trzymała mnie mocna i twarda ręka. Wzrokiem podążałam jej konturami aż dotarłam do rozbudowanego ramienia. Nerwowo zadarłam głowę do góry raz jeszcze. Blondyn był wyprostowany, ledwo sięgałam mu do ramion. Posłałam mu groźne spojrzenie, jakby to mogło coś zmienić. Chyba nie do końca zdawał sobie sprawę ile siły wkładał w ten uścisk. Patrzył na moją zdezorientowaną twarz, wręcz prześwidrowywał mnie ostrym spojrzeniem. Był obojętny a zarazem zły. Wzbudzał we mnie dwuznaczne reakcje. Bardziej byłam przerażona jego dalszymi zamiarami, ale na szczęście kurtyna nocy idealnie kamuflowała moje obawy. Zaraz głęboko westchnął a powietrze z jego płuc musnęło mnie po policzku. Po chwili zawiał potężny wiatr który zmuszał korony drzew do pokłonu. Uderzył mnie napływ gorąca. Po chwili schylił się do mnie, a jego zimny oddech uderzył w moją szyję.
-Nigdy więcej tego nie rób.
Szepnął mi do ucha jednak jego szept zabrzmiał jak krzyk. Nim się spostrzegłam już mnie puścił i był w połowie drogi do swoich kolegów. Wsunął na ramion kurtkę i omiótł mnie spojrzeniem. Wręcz utonęłam w błękicie jego oczu.
-Podziękuj swojej koleżance... gdyby jej tu nie było skończył byś w kostnicy.
Zaraz zniknął za kurtyną nocy.


poniedziałek, 2 lutego 2015

ROZDZIAŁ 3

Zaraz Natasza chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła do pozostałych. Mijając Antoniego nie  byłam w stanie oddychać. Grzecznie usiadłam obok nieznanego mi bruneta a on ku memu zdumieniu w końcu mnie zauważył. Obejrzał się na mnie swoim brązowym spojrzeniem, które krzyczało ,,Hej?! WTF? co ona tu robi?!''. Niezręcznie odpowiedziałam mu uśmiechem.
-To jest Agnes moi drodzy!
Natasza wykrzyknęła z entuzjazmem jednak z tego co widziałam oni go z nią nie podzielali.
-Hej jestem Katy - oznajmiła jasnowłosa dziewczyna.
Owa blondyneczka przeszyła mnie spojrzeniem po czym wymusiła na twarzy dość przekonujący uśmieszek. Dopiero z tak małej odległości mogłam podziwiać jej głębinowe oczy. Po chwili upominająco szturchnęła swojego, domyślam się - chłopaka.
-No hej Alan jestem.
Jego brązowe oczy zlewały się z tak samo brązową skórą i czarną grzywą. Jeszcze raz niezręcznie się do nich uśmiechnęłam.
-My już się znamy. A jakbyś zapomniała to jestem Antoni
Wręcz oczarował mnie swoim niewinnym a zarazem zadziornym uśmieszkiem. Czy on oszalał?! Jak mogłabym zapomnieć imię kogoś kto wygląda jak anioł? Oboje wpatrywaliśmy się w siebie przez ułamek sekundy jednakże ja odnosiłam wrażenie ,że trwało to całą wieczność.
-Pamiętam, pamiętam.
Odparłam z niezniszczalnym uśmiechem na ustach. Dopiero po chwili lekko się zaczerwieniłam.
-Właśnie im o tobie opowiadałam - pochwaliła się Natasza, a ja tylko wiedziałam ,że lada moment zaleją mnie pytaniami.
-O tak! Jesteś Francuską prawda? - Katy niespodziewanie się ożywiła.
-Tak i to z Paryża. -uśmiechnęłam się
Dostrzegłam jak jej oczy zalśniły w otaczającym nas mroku tak jakby były tylko szklanymi kuleczkami. Miałam nadzieje ,że nikt nie będzie mnie o to pytał ,a jednak...
-Musiało być tam cudownie! Też bym tak chciała... żyć w stolicy mody. Opowiedz trochę o Paryżu.
Jej głos przecinał moje myśli niczym brzytwa. Widziałam w jej oczach niedosyt, który musiałam zaspokoić. ,,Będę zanudzać'' - na przeciw tej myśli wszystkie oczy moich słuchaczy zwróciły się na mnie. Oczy Nataszy, przede wszystkim Katy, Alana no i oczywiście Antoniego.
-Ostrzegam, będę zanudzać.
-Etam pomęczymy się - odpowiedziała mi Katy wyczekując każdego mojego słowa jakby miały to być ostatnie słowa jakie usłyszy.
Lekko się speszyłam. Ciążyły na mnie cztery pary oczu w tym jedno, które kompletnie mnie onieśmielało. Ciężko przełknęłam ślinę.
-No więc... róże - na wszystkich twarzach zawitało zaskoczenie - pamiętam zapach róż ,kwitnących w moim ogrodzie. Pamiętam też zabawnie wyglądających grajków, których muzyka niosła się po wszystkich uliczkach Paryża. Nigdy też nie zapomnę smaku croissantów i lekkiego wina. Każdy następny dzień w tym mieście wiązał się z nową przygodą i poznawaniem nowych ludzi przybywających z całego świata, by podziwiać wieże Eiffla. No i oczywiście mogłam tam posługiwać się mym ojczystym językiem-francuskim. Naprawdę... nawet najgorsze przekleństwo potrafi zabrzmień pięknie po francusku.
Moje serce krajało się na widok wspomnień które widziałam gdy tylko zamknęłam oczy.
-Tylko tyle?
Zaprotestowała Katy przeczesując swoje nikłe blond włosy.
-Cóż nie miałam nawet pięciu lat gdy wyjechałam. Spodziewałaś się opisu wybiegów i gal modowych?
Zabrzmiałam co najmniej sarkastycznie. Natasza buchnęła śmiechem niczym ziejący ogniem smok. Rozbawiania nie mógł też powstrzymać Alan i Antoni. Obaj brechtali za jej plecami.
Nagle nie opodal nas rozległ się trzask gałęzi, który przypominał dźwięk łamanej kości. Podskoczyłam z przerażenia a serce niemal wyleciało mi przez gardło. Mój niepokój szybko udzielił się Katy i Nataszy.
-Widziałam takie sceny w horrorze! Zaraz ktoś wyskoczy z siekierą lub piłą mechaniczną. Wszyscy zginiemy!
Katy wyraźnie nie należała do trzeźwo myślących osób ,ale coś w tym było. Zgrzyt moich zębów obijał się w mojej czaszce. Naszym oczom ukazały się trzy męskie sylwetki wyłaniające się z mroku niczym zjawy. Dwóch było naprawdę wysokich a ich gęsto-brązowe burze włosów dodawały im wzrostu. Trzeci po środku był niewiele niższy od nich jednak wyróżniał się prawie świecącymi w ciemności włosami. Blond? Ba! Były niemal ,że białe. W porównaniu do tamtej dwójki nie grzeszył napakowanym ciałem ani mega sześciopakiem na brzuchu jednak na szarej koszulce idealnie rysował się zarys mięśni torsu. Wyglądali na kolesi ,których trzeba a raczej powinno się bać. Spostrzeżenia mnie nie myliły, musieli być jakimiś ważniakami ,gdyż  w oczach moich nowo poznanych kumpli widać było niepokój. Gdy podeszli do nas wystarczająco blisko , bym mogła się im przyjrzeć poczułam się tak jakby ktoś wrzucił mi kostki lodu za koszulkę. Najbliżej mnie stał ten najniższy. Na głowie miał idealnie złote wpadające w biel włosy , które przedstawiały artystyczny nieład. Z włosami stapiała się jasna skóra z lekką oliwkową opalenizną.
Przez chwile zawiesił wzrok na mojej twarzy ,ale tylko przelotnie ,gdyż przeniósł go automatycznie na Antoniego. W jego nad zwyczajnie błękitnych oczach momentalnie zawitała zżerająca go złość. Widziałam w nich dzikie zwierze ,które łaknęło rozlewu krwi. ,,Przestraszyłam się''- to za mało ,by opisać przerażenie jakie mną zawładnęło.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 2

Ciepło z kominka od razu rozgrzało moje skostniałe dłonie. Zamknęłam za sobą drzwi, niebywale cicho tak jakbym robiła coś złego i koś miał mnie zaraz przyłapać. Ściągnęłam z siebie kurtkę i odstawiłam buty. Niczym kot skradałam się w kierunku schodów prowadzących do mojego pokoju. Stawiając stopę na pierwszym stopniu, w korytarzu rozległ się kobiecy głos , który dotarł do mnie rozmiękłym echem.
-Agnes!
Serce stanęło mi w gardle. Znieruchomiałam. Byłam doskonale świadoma ,że muszę się cofnąć. Wróciłam się do tyłu dokładnie o trzy kroki, stając w progu jasnej kuchni wypełnionej po brzegi zapachami ,które kusiły moje podniebienie.
Moja macocha właśnie zastawiała stół. Czułam jak biła od niej chłodna a zarazem złowroga aura.
-Przyszłaś idealnie na czasz. Właśnie podaje kolacje i zanim zamkniesz się w pokoju chcę byś zjadła jak człowiek w kuchni wraz z rodziną.
Odniosłam wrażenie ,że znajdowałam się w wojsku gdzie każde jej słowo jest rozkazem. Nie wiem czy to moja ukryta duma czy po prostu wredota nie pozwalała mi na wykonywanie jej poleceń. Pomimo jej słów nadal stałam w progu. Właśnie chciałam powiedzieć ,że nie jestem głodna gdy do kuchni wszedł  mój wujek. Przechodząc obok objął mnie masywnym ramieniem i zaciągnął do stołu. Byłam świadoma ,że na mojej twarzy widniał grymas nie zadowolenia jednakże ze względu na wybuchowość Wandy mojej macochy którą można by nazwać chodzącą bombom zegarową uległam błagalnemu spojrzeniu wujka i szybko zdarłam je z twarzy. Po chwili wszyscy zajęliśmy miejsca przy stole. Rozległa się ogłuszająca cisza od ,której piszczało mi w uszach.
-Nie skosztujesz?
Zapytała entuzjastycznie Wanda z blaskiem w tak samo czarnych oczach jak moje.
-Kurczak jest bardzo dobry!
Zawołał zachęcająco wujek.
-Od roku jestem wegetarianką...
Odparłam przyciszonym głosem  niemal że szeptem. Ukradkiem spojrzałam na wujka, a na jego wiecznie uśmiechniętej twarzy zagościło zaskoczenie. Nie wiem dlaczego ale im dłużej przeciągała się ta niezręczna cisza tym bardziej obarczałam się poczuciem winy.
-Ah tak - syknęła Wanda - następnym razem bądź tak łaskawa i poinformuj mnie o tego typu informacjach.
Mówiła całkiem opanowanie jednakże gdybym zbliżyła się o krok ukąsiłaby mnie bez najmniejszego ostrzeżenia niczym przebiegła żmija. Obie żywiłyśmy do siebie nienawiść ,ale po mimo tego faktu coś tak przeklętego jak karma umieściło nas pod jednym dachem ,a trzeba było przyznać ,że obie byłyśmy waleczne i równie uparte. Nawzajem spiorunowałyśmy się spojrzeniami po czym gwałtownie wstałam.
-Postaram się.
Nie zważając na protesty wujka wyszłam z kuchni tak szybko jak do niej weszłam. Będąc już w  pokoju położyłam się na łóżku i ku mojemu zdziwieniu nie musiałam długo czekać na sen.
                                                                             ***
Następny dzień zleciał mi szybko. Nie robiłam nic kreatywnego prócz słuchania muzyki, pochłaniania tony pudełek z ciastkami i wylegiwaniu się w łóżku. Co prawda bardzo lubiłam tego typu dni jednakże wszystko co dobre szybko się kończy. Właśnie dochodziła dwudziesta kiedy zorientowałam się ,że trzeba wychodzić na tak zwany ,,murek''  ,a ja wciąż wyglądałam jak bezguście. Na samą myśl ,że Antoni jakimś cudem by mnie teraz zobaczył... w tym stanie ,rodzi we mnie zgrozę. Natychmiast zerwałam się z łóżka i ruszyłam w kierunku szafy usiłując znaleźć coś ładnego. Gdy już wciągnęłam na siebie czarne leginsy i top zabrałam się za włosy. Uczesałam je i pozwoliłam by swobodnie opadały na moje ramiona. Następnym krokiem było nałożenie na pełne usta krwiście czerwonej szminki i pomalowanie rzęs czarnym tuszem. Moją uwagę od lustra przyciąga SMS.

Od: Natasza  
Hej gdzie jesteś?

Natychmiast ubrałam trampki i z łoskotem wybiegłam z pokoju. Zbiegłam po schodach z taką wprawą jakbym robiła to codziennie. W ostatniej chwili ubrałam kurtkę i z rabanem wyleciałam z domu niczym torpeda pędząc na czekający już na mnie autobus. Moje ciało w jednej chwili rozgrzało się do czerwoności niczym rozżarzony węgiel. Na w-f nie biegałam tak szybko jak w tej chwili. Zupełnie nie zwracałam uwagi na lodowate powietrze muskające moją rozpaloną twarz, bardzie interesowałam się tym czy zdążę na autobus. Dosłownie ,,wskoczyłam'' do mojego transportu.
Gdy dojechałam już na miejsce uznałam, że był to co najmniej chory pomysł. Znajdowałam się na całkowitym odludziu. Po części był to las a po części opuszczona fabryka. Ogarnęło mnie złowrogie uczucie, tak jakby gdzieś w lesie lub w opustoszałych oknach budynku czaiła się krwiożercza istota, która miała na mnie chrapkę. Gdy spoglądałam w nieprzenikniony mrok lasu bałam się jak nigdy ,że zobaczę jej bystre ślepia wpatrzone tylko i wyłącznie we mnie. Ta myśl rozbawiłaby nawet najbardziej zagorzałego gbura. Poczułam jak serce w mojej piersi przyśpieszyło nadając nowe tępo krwi krążącej w moich żyłach. Arktyczny wiatr raz jeszcze przeturlał się po mojej osnutej szronem skórze. Uczucie te sprawiło ,że w ułamku sekundy uwierzyłam swym najgorszym lękom i odniosłam wrażenie ,że zamiast wiatru po mojej skórze przesuwa się czyiś oddech lub co gorsza.. dłoń.
Zgodnie z wskazówkami Nataszy podążałam przetartą drużką która prowadziła aż za fabrykę. Zapomniałam oddychać gdy przed oczami przebiegł mi zdziczały kot. Nagle usłyszałam znajomy mi głos. Natasza! - coś pisnęło mi w głowie kompletnie mnie ogłuszając. Pękałam z radości a zarazem zalała mnie fala stresu. Nie miałam pojęcia dlaczego, może to dlatego ,że znów zobaczę Antoniego? Serce zabiło mi jeszcze szybciej a umysł w jednej chwili przestał myśleć racjonalnie. Odważnie wyszłam zza roku gdzie czekała na mnie Natasza.
-Jesteś! Myśleliśmy ,że się zgubiłaś.
Podbiegła do mnie i stalowym uściskiem wycisnęła ze mnie wszystkie soki. Przez jej ramie ostrożnie spojrzałam na pozostałych. Na rzekomym murku siedziała blondynka o wyrazistym spojrzeniu a tuż obok niej chłopak o równie czarnych włosach jak moje. Oboje trzymali się za ręce i w ogóle nie zawracali sobie mną głowy. Rozpaczliwie wypatrywałam Antoniego... I oto jest! Siedział pół metra od nich z spuszczoną głową. Gdy jednak usłyszał pisk Nataszy spojrzał w naszym kierunku i obezwładnił mnie misternie seksownym uśmiechem. Odniosłam wrażenie ,że on tak samo rozpaczliwie wypatrywał mnie co ja jego, co oczywiście mi schlebiało.
-Też tak myślałam.

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 1

Na początku pragnę powitać wszystkich tych którzy tu jakimś cudem dotarli... na odludzie internetu ;D Oto pierwszy rozdział mojego opowiadania więc cóż więcej dodać? Miłego czytania ;)


W mój nos uderzył odór alkoholu ,a w półmroku świeciły się jej piwne oczy, w których nikł blask świecy. Były głębokie niemal bez dna. Tliła się w nich ciekawość niczym podsycany oliwą ognień. Spojrzałam w dół na pustą szklankę tkwiącą w moich dłoniach. Paliło mnie pragnienie ,a w głowie nieustannie kołowała mi myśl, by zatopić usta w czymś co by je zgasiło. Na skórze czułam jej napierające a zarazem przeszywające na wskroś spojrzenie.
-Tak -odparłam z lekkim rozkojarzeniem.
Uniosłam głowę i omiotłam wzrokiem jej chudą niemal trupią twarz. Cień na jej twarzy uwydatniał zapadnięte policzki i głęboko osadzone oczy.
-Nie jestem z tond. Przeprowadziłam się tu z Francji gdy jeszcze nie umiałam dobrze policzyć do dziesięciu.
Lekko zacisnęłam zęby, a ich zgrzyt wywołał na moich plecach ciarki. Maska ulepiona z obojętności na mojej twarzy miała za zadanie zakryć rozczarowanie jakie narastało w moim spojrzeniu z każdą następną sekundą gdy myślałam o przeszłości. Za wszelką cenę usiłowałam utrzymać ją na twarzy co zmusiło mnie bym czym prędzej odwróciłam głowę w drugą stronę. Wbiłam wzrok w falujący język ognia trawiący knot świecy stojącej na naszym stoliku. Płomyk był niespokojny, nieustannie drżał i w pewnym momencie utożsamiłam go z ludzkim życiem, które także w każdej chwili może zgasnąć.
-Naprawdę?! -wykrzyknęła a jej głos wyrwał mnie z nostalgii- więc jakim sposobem trafiłaś do tej dziury?
Jej pytanie ugodziło mnie w serce niczym ostry nóż wbijany w bezbronne masło. Zastygłam w bezruchu jednakże w środku byłam płynna niczym wrząca magma. Każda część mojego ciała chciała uciec z własnej skóry. Szukając odpowiedzi na jej pytanie coraz to bardziej zagłębiałam się w mroczne zakamarki mojego umysłu. Czułam jak krew w moich żyłach zaczęła szybciej krążyć pobudzając już niemal zastygłe mięśnie w moim ciele. Pokierowałam oczy wprost na jej lśniące kasztanowe włosy. Po mimo moich starań byłam świadoma ,że moja maska już dawno przestała istnieć. Zacisnęłam usta tak jakby ktoś związał mi je niewidzialnym szwem, ledwo przełykając ślinę. Dopiero po chwili zorientowałam się ,że moje palce zaciśnięte na szklance niemal posiniały. W końcu odważnie spojrzałam w jej oczy niczym wielki kot szykujący się do skoku.
-Więc... -mój głos łamał się niczym cienka tafla lodu.
Po sekundzie zawahania, znów rozwarłam spierzchnięte usta. Nim zdołałam wydobyć z siebie jakikolwiek  dźwięk, koło twarzy Nataszy naprzeciw mnie z mroku wyłoniły się zielone oczy i czarne tak samo jak moje włosy będące własnością  pewnego chłopaka. Jego zgrabne usta ułożone w beztroskim uśmiechu obnażały rząd śnieżnych zębów. Łagodne spojrzenie młodzieńca wyżerało niczym kwas moje wnętrzności.
-A ty co tu robisz?
Pan tajemniczy zwrócił się do Nataszy, pochylając się nad naszym stolikiem. Położył dłoń na drewnianym blacie, jednocześnie się na nim opierając. Jego ręka była wyprostowana a zarys napiętych mięśni bardzo dobrze widoczny. Było na co popatrzeć.
-O Antoni -odparła Natasz- poznaj Agnes. Agnes poznaj Antoniego.
Niezręcznie się uśmiechnęłam. Nasze spojrzenia się przecięły. Zaraz brutalnie oderwałam palce od szklanki i zaszyłam je w gąszczu moich włosów. Zaczesałam okazałą grzywę do tyłu, jeszcze raz spoglądając na Antoniego moim nie wyraźnym spojrzeniem. Jego ciemne włosy spajały się z mrokiem panującym w barze, a twarz owiana była tajemnicą. W jego soczyście zielonych oczach idealnie mogłam dostrzec swoje odbiecie. Nie mając co zrobić z dłońmi, schowałam je pod stolik i ścisnęłam tak mocno ,że z koniuszków palców odpłynęła mi krew. Odpowiedział mi nonszalanckim uśmiechem.
-Więc masz jakieś plany na jutro?
Ponownie zwrócił się do dziewczyny siedzącej na przeciw mnie, puszczając moje starania zaczęcia konwersacji mimo uwagi. Po chwili zastanowienia brązowo włosa Natasza wykrzywiła usta w lekkim grymasie
-Nie a co?
-Przyjdziesz jutro na murek? -powiedział z zawrotną prędkością.
Murek? Spojrzałam pytająco na dziewczynę.
-Jasne.
Jej twarz nagle rozpromieniała tak jakby narodziła się na nowo.
-Świetnie. Będzie też Katy i Alan.
Gadali w najlepsze a ja nadal nie miałam zielonego pojęcia o co im chodziło. Choć na chwilę mogłam odetchnąć. Zaraz obróciłam głowę w drugą stronę by ogarnąć wzrokiem wszystko to co było za oknem, jednakże ku mojemu zaskoczeniu zapadła już całkowita noc. Jedynie obrośnięte szronem krańce szyb odznaczały się na czarnej powierzchni okna. Czułam bijący od niego chłód, który bezkarnie wkradał się pod moje ubrania i wywoływał na mojej skórze gęsią skórkę.
Moją uwagę odwrócił beztroski śmiech Nataszy. Spojrzałam na nią i od razu zaraziłam się od niej uśmiechem. Miała zmrużone od śmiechu oczy, niemal napływały do nich łzy. Dopiero teraz zauważyłam na jej lewym policzku, niewielkiego pieprzyka, który znacznie odznaczał się na białej skórze. Zaraz przesunęłam wzrok na Antoniego. Nawet nie zauważyłam kiedy się do nas przysiadł. Jego zielone oczy lśniły niczym słoiczki w których zamknięto świetliki. W zamyśleniu wpatrywałam się w niego niczym w lustro. Nim spostrzegłam się ,że zdążył to zauważyć zdołałam wymyślić co najmniej dziesięć słów określających jego piękne oczy, wymowne usta i holiłudzkie kości policzkowe. Zaraz sama się zarumieniłam przeistaczając się w czerwone jabłko. Nim ktokolwiek zdążył to zauważyć brutalnie zdarłam z twarzy rumieńce. Moje tętno podskoczyło. Nerwowo i energicznie przeniosłam wzrok na płomień świecy. Jej malutki płomyczek dawał równie malutko światła.
-A ty przyjdziesz Agnes?
Miał kojący i czarujący głos, jakby zwracał się do mnie anioł. Moje imię wypowiadane przez jego usta nabierało całkiem innego znaczenia. Poczułam jak moje źrenice gwałtownie się zwężyły niczym źrenice kota gdy zobaczy nadbiegającego psa. Nie byłam pewna co odpowiedzieć. Lekko uszczypnęłam się w język gdyż zorientowałam się ,że za długo myślę. Podniosłam głowę wymuszając na twarzy lekki uśmiech.
-Czemu nie.