wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 11

Wchodząc do klubu nie wiedziałam czego się spodziewać. Nim zdołałam pomyśleć o czymkolwiek głośna muzyka zadudniła mi w płucach, wyrzucając z głowy wszystkie myśli. Nim ktokolwiek zdołał na mnie spojrzeć szybko założyłam na oczy czarną maskę, tym samym zaadaptowując się do otoczenia zamaskowanych ludzi. Z upragnieniem wypatrywałam Nataszy pośród gwałtownie tańczących gości w rytm muzyki z lat 50. Nie grzeszyłam wzrostem więc jak tylko mogłam wspięłam się na palce by dojrzeć koleżankę. Robotę utrudniała mi pulsująca na przemian z kolorowym światłem ciemność, w której widziałam tylko zarysy postaci i ciał. Nie sprzyjała mi także wypływająca niczym woda, sztuczna mgła z sufitu mająca na celu podnieść ekskluzywność i rozrywkowość klubu. Dosłownie tak jak rzucana wodą łódka tak i ja zostaje non stop popychana i wciągana w morderczy wir roztańczonych ludzi. Nie widzę ich twarzy ale czuje ziejące alkoholem oddechy i słyszę oklaski mające zagrzać mnie do tańca. Wszystko wiruje, miga roztańczonym neonowym światłem i pulsuje szaloną barwną muzyką od której chce się żyć. Zahipnotyzowana złudzeniem piękna i wolności tego miejsca w ostatniej desce ratunku chwytam się za poręcz schodów biegnących tuż obok i niczym holownik powoli przywieram do metalowej rury. Cudem udało mi się wydostać z tornada ludzi, teraz spróbuj utrzymać się przy życiu - myślę sobie.
Biegnąc wzrokiem po barze i błądząc od czasu do czasu na złudnie znajomej twarzy zatrzymuje się na tej aż zanadto znanej sylwetce. Chude ramiona i opływowa talia idealnie odznacza się na tle marmurowego baru. Korzystając z okazji wolniejszej muzyki zanurkowałam z powrotem do morza pełnego piranii i bez większego wysiłku wynurzyłam się tuż obok kobiety.
-Hej!
Wykrzyknęłam prosto do ucha brązowowłosej, gdy ta odbierała swojego drinka.
-O! - przeciągnęła- Agnes! Wyglądasz świetnie! - zasłodziła.
-Ty też! - odparłam.
Natasza skosztowała drinka po czym poklepała krzesło obok siebie wskazując na mnie wzrokiem.
-Siadaj! -jej głos był ledwo słyszalny w łoskocie basów.
Wykonałam jej polecenie jednocześnie nie mogąc oderwać od niej wzroku. Wyglądała doskonale pięknie. Miała na sobie śliczną bordową sukienkę z wycięciami na bokach obnażające jej chude białe ciało a głębinowe spojrzenie podkreślone było długą kreską i jaskrawo czerwonymi ustami. Z tego miejsca mogłam już policzyć na palcach u ręki mężczyzn którzy ślinią się na jej widok.
Nim zdołałam coś powiedzieć dziewczyna wcisnęła mi do ręki zimną szklankę z alkoholem.
-Najpierw wypij, dopiero w tedy możemy iść tańczyć!
Oznajmiła poprawiając swoje kasztanowe loki.
-Radziła bym ci się pośpieszyć bo lada moment wystartuje do ciebie kilkunastu facetów!
Poinformowała mnie jednocześnie wskazując dyskretnie wzrokiem na paru a ja niemal nie wybuchnęłam śmiechem.
-A ja myślę, że raczej do ciebie! - wykrzyknęłam pochłaniając pół zawartości szklanki. Dobrze ,że moja macocha tego nie widzi inaczej zamieniła by mój świat w piekło na ziemi.
Dziewczyna zwinnie założyła maskę na oczy i jeszcze nim zdążyłam odłożyć drinka Natasza porwała mnie na parkiet gdzie pokazała swoje taneczne oblicze. Jak widać nie miała żadnych trudności do zaaklimatyzowania się w środowisku roztańczonych ludzi i porywczej muzyki. Wyglądała jakby robiła to codziennie - tańczyła jak wszyscy w trybie natychmiastowym w przeciwieństwie do mnie. Rozpaczliwie próbowałam naśladować jej kocie ruchy ,ale jeszcze bardziej się pogrążyłam, gdyż słoń nadepnął mi na ucho i muzyka nie stanowiła dla mnie żadnego rytmu do tańca. W półmroku i świetle lamp widziałam jej szkliście świecące się oczy ,które powoli traciły trzeźwe spojrzenie aż w końcu całkowicie straciłam ja z oczu. Niczym woda między palcami uciekła mi z pola widzenia i tylko bezradnie wypatrywałam jej w tłumie bez skutku. Sama jak palec stałam wśród obcych ludzi nie wiedząc do końca co robić. W lekko rozkołysanym kroku przeciskałam się przez tłum chcąc stad uciec do baru skąd mała bym dobry widok na cały klub. Nagle nadepnęłam komuś na palce.
-Przepraszam! - wykrzyknęłam do wysokiego blondyna w białej szarmanckiej koszuli z czarnym krawatem.
-Nic się nie stało!
Odpowiedział łagodnie ,badając mnie błękitnym i znanym spojrzeniem. Ostre rysy szczęki mężczyzny i uśmiech w jakim układał usta zdawały się aż uderzająco znajome jednak maska pod którą chował oczy uniemożliwiała mi rozpoznanie tego człowieka.
-Może masz ochotę na coś do picia?!
Przez jego wzrost zmuszony był pochylić się do mojego ucha by wysunąć mi tą propozycję. Po mimo faktu ,że przed chwilą piłam nie odmówiłam i wraz z nim podeszłam do baru skąd zamówiłam samą kolę z lodem.
-Co taka ładna dziewczyna robi tu sama?! - zapytał - jesteś idealnym celem dla facetów szukających miłości!
Gdy skończył parsknęłam śmiechem, całkowicie zapominając o zaginięciu Nataszy. Zaraz spojrzałam na niego i utonęłam w błękicie jego oczu. Serce zabiło mi szybciej gdy uświadomiłam sobie ,że jest piękny. Dobycie z siebie słów graniczyło z cudem.
-Jestem tu z przyjaciółką, która aktualnie postanowiła się zgubić!
Odpowiedziałam ,sprytnie unikając faktu ,że nie mam chłopaka. Dopiero teraz zorientowałam się ,że on też usiłował mnie sobie z kimś porównać.
-To może zatańczymy?- zapytał niewinnie.
Nie!
-Tak! Czemu nie!? - odparłam równie łatwo jak kłamię.
Blondyn nagle wstał czekając na mnie ,a gdy już oboje byliśmy gotowi do tańca chłopak porwał mnie na parkiet. Dużymi barkami utorował mi idealną drogę na środek klubu po czym spojrzał na mnie wzrokiem zdobywcy. Stałam na przeciw niego kompletnie obezwładniona i nie wiedząca co robić choć odpowiedź brzmi oczywiście - tańcz!. Zgodnie z moim wewnętrznym głosem zaczęłam delikatnie podrygiwać gdy on tak jak inni naprawdę tańczył. Nagle tłum wokół nas gwałtownie się rozrósł spychając mnie do niego w nie bezpiecznie małą odległość. Niebieskooki gwałtownie i niespodziewanie chwycił mnie za rękę a ja automatycznie obróciłam się w piruecie lądując w jego objęciach. Nim zdołałam się spostrzec złapał mnie w tali po czym uniósł do góry tak jakbym nic nie warzyła i gdy już niemal sięgnęłam gwiazd z niebywałą delikatnością odstawił mnie na ziemię wciąż nie wypuszczając mnie z swojego objęcia. Powoli i zmysłowie posuwał swoje dłonie niżej po moim ciele aż do bioder gdzie jeszcze bardziej przyciągnął mnie do siebie. Czułam ,że to wszystko zmierzało w złym kierunku jednak gdy już się opamiętałam było za późno. Chłopak oderwał jedną dłoń od mojego ciała po czym złapał za mój podbródek kierując moją twarz w swoje hipnotyczne oczy. Sekundę później jego usta przywarły do moich rozlewając w nich smak rozkoszy. Przeszły mnie elektryzujące ciarki, po moim ciele rozlało się szaleńcze gorąco, a krew przyśpieszyła na tyle bym czuła jej puls w skroniach. Najgorsze było to ,że nie chciałam przestać jednak zdrowy rozsądek nie dał się uciszyć pragnieniu i jednym szarpnięciem zerwałam maskę chłopaka. Widok, osoby z którą się całowałam wprawił mnie w osłupienie. To był... Devid. Jak mogłam się nie domyśleć! To oczywiste - blondyn, wysoki, błękitne oczy! Trzy kryteria które są jego znakiem rozpoznawczym. 
Nim zdołałam pomyśleć dwa razy spoliczkowałam go z gniewem w oczach.
-Ty świnio! Wykorzystałeś moją niewiedze i przy okazji mnie! 
Spoglądał na mnie wielkimi zdezorientowanymi oczyma tak jakby nadal nie wiedział o co chodzi. To przecież takie oczywiste... jest młodym napaleńcem, spodobałam mu się a jak dałam mu kosza nad jeziorem ,chciał spróbować jeszcze raz więc wyłożył maskę bym go nie poznała a sam udając ,że mnie nie zna nagle całuje mnie w klubie jak gdyby był to tylko przelotny i całkowicie niezaplanowany pocałunek z zwykłą dziewczyną. Dupek!
-O czym ty mówisz to był tylko pocałunek... w dodatku nawet cie nie znam, wyluzuj dziewczyno! 
Mówił to z tak przekonującym zaskoczeniem ,że nie jedną by nabrał ale nie mnie. By go pogrążyć zdjęłam maskę pokazując swoją rozwścieczoną twarz. 
-A-agnes? - zająknął się - O ja pierniczę, naprawdę nie wiedziałem! Nie miałem pojęcia! Byłaś do kogoś podobna ale przysięgam ,że ja nie miałem pojęcia! 
Zaczął tłumaczyć się jak małe zagubione dziecko i chociaż czułam się okropnie oszukana i wykorzystana miało to jeden plus. Zobaczyłam kim naprawdę jest.... wielkim chamem! Antoni miał racje, powinnam trzymać się od niego z daleka. Nie umie przyjąć do wiadomości ,że nie będę jego kolejną maskotką. 
Nie czekając na jego reakcję wyszłam z klubu kierując sie na przystanek autobusowy a stamtąd do domu. Nie miałam nawet ochoty szukać Nataszy, jedyne czego chciałam to położyć się już w łóżku. 
***
Idąc przez miasto zauważyłam ,że ulice były całkowicie opustoszałe, mroczne zimne i ciemne. Odnosiłam wrażenie ,że dzisiejsza noc jest czarniejsza niż zwykle co zrodziło w mojej głowie wątpliwości. Przechodząc obok gubiącego liście ,drzewa zamarłam z zdumienia. Złoto-czerwone liście ,które wirującym piruetem miały spaść na ziemię nagle zawisły w powietrzu jakby trzymały je jakieś niewidzialne linki. Wyglądało to zdumiewająco a zarazem i przerażająco. Nie miałam pojęcia jak wytłumaczyć sobie to dziwne zjawisko, ale jak się okazało nie był to koniec niespodzianek. Dzieliłam chodnik z ulicznym kotem przybłędą ,który zatrzymał się w idealnym bezruchu. Wyglądał jakby był wypchany jednak towarzystwo jakie mi dotrzymywał od samego klubu to wykluczało. Stał tak jakby zatrzymał się czas, nawet nie oddychał tylko tyle co stał.
Z każdą następną chwilą robiło się coraz dziwniej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz