Ciepło z kominka od razu rozgrzało moje skostniałe dłonie. Zamknęłam za sobą drzwi, niebywale cicho tak jakbym robiła coś złego i koś miał mnie zaraz przyłapać. Ściągnęłam z siebie kurtkę i odstawiłam buty. Niczym kot skradałam się w kierunku schodów prowadzących do mojego pokoju. Stawiając stopę na pierwszym stopniu, w korytarzu rozległ się kobiecy głos , który dotarł do mnie rozmiękłym echem.
-Agnes!
Serce stanęło mi w gardle. Znieruchomiałam. Byłam doskonale świadoma ,że muszę się cofnąć. Wróciłam się do tyłu dokładnie o trzy kroki, stając w progu jasnej kuchni wypełnionej po brzegi zapachami ,które kusiły moje podniebienie.
Moja macocha właśnie zastawiała stół. Czułam jak biła od niej chłodna a zarazem złowroga aura.
-Przyszłaś idealnie na czasz. Właśnie podaje kolacje i zanim zamkniesz się w pokoju chcę byś zjadła jak człowiek w kuchni wraz z rodziną.
Odniosłam wrażenie ,że znajdowałam się w wojsku gdzie każde jej słowo jest rozkazem. Nie wiem czy to moja ukryta duma czy po prostu wredota nie pozwalała mi na wykonywanie jej poleceń. Pomimo jej słów nadal stałam w progu. Właśnie chciałam powiedzieć ,że nie jestem głodna gdy do kuchni wszedł mój wujek. Przechodząc obok objął mnie masywnym ramieniem i zaciągnął do stołu. Byłam świadoma ,że na mojej twarzy widniał grymas nie zadowolenia jednakże ze względu na wybuchowość Wandy mojej macochy którą można by nazwać chodzącą bombom zegarową uległam błagalnemu spojrzeniu wujka i szybko zdarłam je z twarzy. Po chwili wszyscy zajęliśmy miejsca przy stole. Rozległa się ogłuszająca cisza od ,której piszczało mi w uszach.
-Nie skosztujesz?
Zapytała entuzjastycznie Wanda z blaskiem w tak samo czarnych oczach jak moje.
-Kurczak jest bardzo dobry!
Zawołał zachęcająco wujek.
-Od roku jestem wegetarianką...
Odparłam przyciszonym głosem niemal że szeptem. Ukradkiem spojrzałam na wujka, a na jego wiecznie uśmiechniętej twarzy zagościło zaskoczenie. Nie wiem dlaczego ale im dłużej przeciągała się ta niezręczna cisza tym bardziej obarczałam się poczuciem winy.
-Ah tak - syknęła Wanda - następnym razem bądź tak łaskawa i poinformuj mnie o tego typu informacjach.
Mówiła całkiem opanowanie jednakże gdybym zbliżyła się o krok ukąsiłaby mnie bez najmniejszego ostrzeżenia niczym przebiegła żmija. Obie żywiłyśmy do siebie nienawiść ,ale po mimo tego faktu coś tak przeklętego jak karma umieściło nas pod jednym dachem ,a trzeba było przyznać ,że obie byłyśmy waleczne i równie uparte. Nawzajem spiorunowałyśmy się spojrzeniami po czym gwałtownie wstałam.
-Postaram się.
Nie zważając na protesty wujka wyszłam z kuchni tak szybko jak do niej weszłam. Będąc już w pokoju położyłam się na łóżku i ku mojemu zdziwieniu nie musiałam długo czekać na sen.
***
Następny dzień zleciał mi szybko. Nie robiłam nic kreatywnego prócz słuchania muzyki, pochłaniania tony pudełek z ciastkami i wylegiwaniu się w łóżku. Co prawda bardzo lubiłam tego typu dni jednakże wszystko co dobre szybko się kończy. Właśnie dochodziła dwudziesta kiedy zorientowałam się ,że trzeba wychodzić na tak zwany ,,murek'' ,a ja wciąż wyglądałam jak bezguście. Na samą myśl ,że Antoni jakimś cudem by mnie teraz zobaczył... w tym stanie ,rodzi we mnie zgrozę. Natychmiast zerwałam się z łóżka i ruszyłam w kierunku szafy usiłując znaleźć coś ładnego. Gdy już wciągnęłam na siebie czarne leginsy i top zabrałam się za włosy. Uczesałam je i pozwoliłam by swobodnie opadały na moje ramiona. Następnym krokiem było nałożenie na pełne usta krwiście czerwonej szminki i pomalowanie rzęs czarnym tuszem. Moją uwagę od lustra przyciąga SMS.
Od: Natasza
Hej gdzie jesteś?
Natychmiast ubrałam trampki i z łoskotem wybiegłam z pokoju. Zbiegłam po schodach z taką wprawą jakbym robiła to codziennie. W ostatniej chwili ubrałam kurtkę i z rabanem wyleciałam z domu niczym torpeda pędząc na czekający już na mnie autobus. Moje ciało w jednej chwili rozgrzało się do czerwoności niczym rozżarzony węgiel. Na w-f nie biegałam tak szybko jak w tej chwili. Zupełnie nie zwracałam uwagi na lodowate powietrze muskające moją rozpaloną twarz, bardzie interesowałam się tym czy zdążę na autobus. Dosłownie ,,wskoczyłam'' do mojego transportu.
Gdy dojechałam już na miejsce uznałam, że był to co najmniej chory pomysł. Znajdowałam się na całkowitym odludziu. Po części był to las a po części opuszczona fabryka. Ogarnęło mnie złowrogie uczucie, tak jakby gdzieś w lesie lub w opustoszałych oknach budynku czaiła się krwiożercza istota, która miała na mnie chrapkę. Gdy spoglądałam w nieprzenikniony mrok lasu bałam się jak nigdy ,że zobaczę jej bystre ślepia wpatrzone tylko i wyłącznie we mnie. Ta myśl rozbawiłaby nawet najbardziej zagorzałego gbura. Poczułam jak serce w mojej piersi przyśpieszyło nadając nowe tępo krwi krążącej w moich żyłach. Arktyczny wiatr raz jeszcze przeturlał się po mojej osnutej szronem skórze. Uczucie te sprawiło ,że w ułamku sekundy uwierzyłam swym najgorszym lękom i odniosłam wrażenie ,że zamiast wiatru po mojej skórze przesuwa się czyiś oddech lub co gorsza.. dłoń.
Zgodnie z wskazówkami Nataszy podążałam przetartą drużką która prowadziła aż za fabrykę. Zapomniałam oddychać gdy przed oczami przebiegł mi zdziczały kot. Nagle usłyszałam znajomy mi głos. Natasza! - coś pisnęło mi w głowie kompletnie mnie ogłuszając. Pękałam z radości a zarazem zalała mnie fala stresu. Nie miałam pojęcia dlaczego, może to dlatego ,że znów zobaczę Antoniego? Serce zabiło mi jeszcze szybciej a umysł w jednej chwili przestał myśleć racjonalnie. Odważnie wyszłam zza roku gdzie czekała na mnie Natasza.
-Jesteś! Myśleliśmy ,że się zgubiłaś.
Podbiegła do mnie i stalowym uściskiem wycisnęła ze mnie wszystkie soki. Przez jej ramie ostrożnie spojrzałam na pozostałych. Na rzekomym murku siedziała blondynka o wyrazistym spojrzeniu a tuż obok niej chłopak o równie czarnych włosach jak moje. Oboje trzymali się za ręce i w ogóle nie zawracali sobie mną głowy. Rozpaczliwie wypatrywałam Antoniego... I oto jest! Siedział pół metra od nich z spuszczoną głową. Gdy jednak usłyszał pisk Nataszy spojrzał w naszym kierunku i obezwładnił mnie misternie seksownym uśmiechem. Odniosłam wrażenie ,że on tak samo rozpaczliwie wypatrywał mnie co ja jego, co oczywiście mi schlebiało.
-Też tak myślałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz