-Wdepcze cie w ziemie rozumiesz?
Urodziwy blondyn niemal ,że warknął. Jego rozgniewana twarz wpatrywała się tylko i wyłącznie w zdezorientowanego Antoniego, a głosem przypominał ostrą brzytwę tnącą najlepsze płótno. W moim gardle narosła gula ,której nie mogłam przełknąć. Nagle zaczęłam zastanawiać się o co mu chodzi.
-Znamy się?
Oznajmił spokojnie i łagodnie Antoni po czym wstał na równe nogi. Oboje pożerali się spojrzeniami.
-Teraz już tak. Posłuchaj mnie, wczoraj źle potraktowałeś moją koleżankę. Przeprosisz ją a ja nie połamie ci kości.
-Co proszę?! - wtrąciła się Katy.
Jej twarz wyrażała stanowczy sprzeciw. Nogi jasnowłosej zmiękły ,gdy spojrzał na nią rozwścieczony blondyn. Dziewczyna ponownie usiadła tak jakby nagle się rozmyśliła. Nie dziwiłam się jej... Przecież sama bym tak zareagowała gdyby ktoś posłał mi takie spojrzenie... przesiąknięte do szpiku kości złością. Siedziała cichutko, z resztą tak jak my wszyscy ale w jej oczach widniało równie duże przerażenie co w moich.
-A! -krzykną Antoni- chodzi ci o ta brunetkę. Nie mam za co przepraszać tej suki.
Jego słowa dolały tylko oliwy do ognia. Moja twarz stężała w wyrazie trwogi na myśl ,że groźba blondyna zostanie wprawiona w czyn.
W kącikach ust jasnowłosego pojawił się przebiegły uśmiech, jakby tylko czekał na taką odpowiedź. Zaraz zrzucił z siebie czarną ,skórzaną kurtkę i posłał ją w ramiona swojego kolegi. Teraz mogłam tylko podziwiać w całej okazałości jego idealnie zarysowane mięśnie na odkrytych ramionach. Z jednej strony wpadałam w zachwyt a z drugiej coraz bardziej się pogrążałam. Ten typ był o wiele lepiej zbudowany i wysportowany niż Antoni co wcale nie polepszało sytuacji.
-Hej ty! - przez chwilę bujałam w obłokach gdy spostrzegłam się ,że ten koleś mówił do mnie - możesz już dzwonić po karetkę.
Oniemiałam.
-Masz racje. Zaraz w niej wylądujesz -dodał Antoni zadzierając za łokcie rękawy bluzy.
Po tych słowach blondyn ruszył w jego stronę. Kroki jasnowłosego były ciężkie, wręcz miałam wrażenie ,że ziemia drży pod jego stopami. Bardzo chciałam złapać Antoniego za rękę i uciec z nim gdziekolwiek byle by daleko z tond lecz paraliżowała mnie panika.
-Daje ci ostatnią szansę. Przeprosisz moją koleżankę i o wszystkim zapomnę.
Blondyn stanął przed Antonim. Był wyższy od niego co najmniej o głowę. Chciałam wykrzyczeć ,,Tak! Przeproś ją!'' gdyż jako obserwator miałam idealne warunki ,by szybko wywnioskować ,że wynik tego pojedynku jest już przesądzony. Gdy zauważyłam na twarzy Antoniego chęć odmowy, poderwałam się do góry ,by ich powstrzymać jednakże przeszkodziła mi Natasza. Złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie. Czułam jej niespokojny oddech na karku.
-Lepiej nie. On jest niebezpieczny.
Szepnęła mi do ucha z rezygnacją w oczach.
-Bo co pobije dziewczynę?
Nim Natasza zdołała jakoś zareagować na moją odpowiedź, rozległ się świst przecinanego powietrza, a zaraz po nim głuche uderzenie. Blondyn okładał Antoniego pięściami tak jakby bił w worek treningowy. Jego ciosy były nieludzko szybkie i precyzyjne. Wszystko to działo się zbyt szybko bym była w stanie zareagować. Po chwili do moich uszu dotarł dźwięk łamanej kości. Z nosa Antoniego zaczęła płynąć stróżka krwi, która po chwili zmieniła się w rwisty potok. Moje nogi ugięły się pod własnym ciężarem. Nie mogłam na to patrzeć, kręciło mi się w głowie. Gołym okiem było widać ,że walka nie była równa. Zaraz Antoni w kontrataku posłał blondynowi mocny cios, jednak ten złapał jego pięść nim zdołała go uderzyć. Zacisnął ją w morderczym uścisku ,a na twarzy Antoniego pojawił się bolesny grymas, widać było ,że ledwo znosił ból. Gdy dostrzegłam posiniałe palce chłopaka postanowiłam działać. Zdziwiłam się gdyż zdołałam przezwyciężyć paraliżujący mnie lęk. Wbrew trzeźwemu myśleniu szłam w ich stronę, czując na plecach kłujący wzrok Natasz i Katy. Moją skórę pokryła cienka i lepka warstwa potu. Antoni konał z bólu, zaczął wydawać budzące litość jęki, które najwyraźniej były zbyt mało przekonujące dla blondyna. Zdawało się ,że w ogóle go to nie ruszało ani jego kolegów. Miał oschłą twarz, pozbawioną wszystkich emocji prócz jednej... nieludzkiej złości. W obawie ,że zaraz zmiażdży mu kości dosłownie rzuciłam się na niego. Złapałam go za rękę swoimi dłońmi, które przy nim wyglądały na zabawkowo małe. Moja śnieżno-perłowa skóra stanowiła idealny kontrast z jego złotawą opalenizną. W momencie gdy go dotknęłam przeszły mnie ciarki, a serce gwałtownie szybciej zabiło. Tak jakby elektryzował wszystko czego dotknie. Jego skóra była gorąca, niemal ,że parzyła w dłonie zupełnie jakby w jego żyłach zamiast krwi płynął wrzątek. Będąc tak blisko niebezpieczeństwa uniosłam głowę, pozwalając by moje kosmyki włosów muskały jego umięśnione ramie.
-Przestań!
Wykrzyknęłam mocno akcentując francuskim. Spojrzałam w jego oczy. Dopiero z tak bliskiej odległości w pełni mogłam podziwiać jego piękne rysy twarzy. Wyglądał niczym młody bóg. Nagle tak jakby wyrwał się z transu furii ,a ja miałam satysfakcje ,że zdołałam zapanować nad drzemiącym w nim dzikim zwierzęciem.Spojrzał na mnie ostro ,a ja jak oparzona przeskoczyłam wzrokiem na jego usta. Zaraz tak jakby otrzeźwiał i poluzował morderczy uścisk, tym samym uwalniając Antoniego. Z ulgą odetchnęłam gdy jego ręka wyglądała tak jak powinna. Zaraz podbiegł do niego Alan z dziewczynami, który oglądał jego sine palce. Zadowolenie na jego twarz świadczyło tylko o tym ,że wszystko było w porządku.
Po chwili zorientowałam się ,że za długo trzymałam jego rękę i niczym w gorącej wodzie kompana spuściłam dłonie w dół i przywarłam je do swojego ciała. Zaraz szybko pożałowałam tej decyzji gdyż nim zdołałam się ruszyć poczułam jak coś zaciska na moim nadgarstku śmiertelną pętle miażdżąc mi kości. Trzymała mnie mocna i twarda ręka. Wzrokiem podążałam jej konturami aż dotarłam do rozbudowanego ramienia. Nerwowo zadarłam głowę do góry raz jeszcze. Blondyn był wyprostowany, ledwo sięgałam mu do ramion. Posłałam mu groźne spojrzenie, jakby to mogło coś zmienić. Chyba nie do końca zdawał sobie sprawę ile siły wkładał w ten uścisk. Patrzył na moją zdezorientowaną twarz, wręcz prześwidrowywał mnie ostrym spojrzeniem. Był obojętny a zarazem zły. Wzbudzał we mnie dwuznaczne reakcje. Bardziej byłam przerażona jego dalszymi zamiarami, ale na szczęście kurtyna nocy idealnie kamuflowała moje obawy. Zaraz głęboko westchnął a powietrze z jego płuc musnęło mnie po policzku. Po chwili zawiał potężny wiatr który zmuszał korony drzew do pokłonu. Uderzył mnie napływ gorąca. Po chwili schylił się do mnie, a jego zimny oddech uderzył w moją szyję.
-Nigdy więcej tego nie rób.
Szepnął mi do ucha jednak jego szept zabrzmiał jak krzyk. Nim się spostrzegłam już mnie puścił i był w połowie drogi do swoich kolegów. Wsunął na ramion kurtkę i omiótł mnie spojrzeniem. Wręcz utonęłam w błękicie jego oczu.
-Podziękuj swojej koleżance... gdyby jej tu nie było skończył byś w kostnicy.
Zaraz zniknął za kurtyną nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz