środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 8

Na jego twarzy widniało rozbawienie. Widocznie dobrze się bawił, gdyż nawet wydał z siebie coś na kształt podśmiechiwania. Gdy jednak nasze spojrzenia się zderzyły z jego ust zszedł głupi uśmiech, jakby ktoś zmazał mu go z twarzy. Nagle różnica wzrostu po między nami stała się niczym w porównaniu do wielkości mojego wkurzenia.
-Sorki, jesteś taka niska ,że cię nie zauważyłem. - mówił to przez śmiech. 
Jakoś mu nie wierzyłam. Za jego głosem kryła się nuta sztuczności. Nie wiem do czego zmierzał ,ale zdołał mnie sprowokować. Staliśmy tak na przeciw siebie, znacząco wymieniając się spojrzeniami. Czułam jak kotłowała się we mnie krew i wszystkie zszargane już dzisiejszym dniem nerwy. Aż czuje na skórze powiew satysfakcji na myśl tego co zaraz uczynię. Przeskoczyłam wzrokiem na grupkę jego kolegów by upewnić się czy na nas patrzą i ku mojej myśli patrzyli. Gdy już upewniłam się ,że mam widownie sztucznie uśmiechnęłam się do chłopaka, który nie miał pojęcia co go czeka. Nie odrywając spojrzenia od jego błękitnych oczu zdecydowanym i silnym ruchem posłałam na jego białą koszulkę resztkę mojej kanapki posmarowanej ketchupem. Z premedytacją wsmarowałam w niego czerwoną maź po czym energicznie puściłam tacę z moim daniem. Wszystko z hukiem runęło na ziemie rozbryzgując się na wszystkie strony świata. Wszyscy zamarli gdy ja tylko głośno westchnęłam i wzruszyłam bezradnie ramionami.
-Sorki nie zauważyłam cię, tak jakoś wyszło. 
Był całkowicie zaskoczony. Z pewnościom on ani nikt inny z jego towarzystwa nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Wpatrywał się we mnie wielkimi oczyma będąc jeszcze chwilę w  stanie dezorientacji po czym lekko rozwarł usta. Widocznie wzbierał się na to aby coś mi powiedzieć gdy nagle zamknął usta i głośno się zaśmiał.
Nie miałam ochoty przebywać w towarzystwie takiego debila. Muszę przyznać ,że się rozczarowałam gdyż myślałam ,że jest choć trochę normalny. W tym momencie przyznałam racje Antoniemu. Całkowicie go ignorując skierowałam się w stronę wyjścia, gdy jego silna ręka zagrodziła mi drogę. Bezczelnie oparł się o ladę uniemożliwiając mi ulotnienie się z tego miejsca. Spiorunowałam go wzrokiem, mając nadzieje ,że go spłoszę... 
-Odejdź, w porównaniu do ciebie mam jeszcze parę ważnych spraw do załatwienia. 
Warknęłam beznamiętnie. 
-Myślisz ,że nie poniesiesz za to konsekwencji? - wskazał palcem na koszulkę w miejsce plamy - wybacz ale nie należę do tych pobłażliwych.
Szepnął mi do ucha. Schylił się do mnie na tyle blisko bym mogła poczuć jego zapach. Serce zabiło mi szybciej.
-To ty pierwszy mnie umazałeś, pamiętasz? Właśnie przed chwilą poniosłeś za to konsekwencje i jesteśmy kwita.- zrobiłam w jego stronę słodko-sarkastyczny uśmieszek. 
-Przeproś i cię puszczę. 
Myślałam ,ze popłaczę się ze śmiechu.
-Prędzej umrzesz. -odparłam z łzami śmiechu w oczach.
-Okej. Mam czas. -oznajmił myśląc ,że wzbudzi we mnie coś w stylu zażenowania, ale nic z tych rzeczy.
-A ja jestem cierpliwa - odgryzłam się równie efektywnie co on.
Staliśmy jak dwa słupy soli. Każde z nas było tak samo uparte i zaborcze. Zaglądaliśmy sobie prosto w oczy bez żadnych skrupułów, niemalże czytając sobie w myślach. Po chwili zorientowałam się ,że jest o wiele za blisko mnie niż bym sobie tego życzyła. Nim jednak zdołałam zrobić coś w tej kwestii obserwowałam jak nasze klatki piersiowe prawie ,że przylegają do siebie i rytmicznie unoszą się tylko po to aby zaraz opaść niczym falujące wybrzeże oceanu. Po tym spostrzeżeniu ,które nieco mnie uspokoiło a jednocześnie na nowo wzburzyło krew w moich żyłach, raz jeszcze spojrzałam w jego niebieskie oczy. Spojrzenie jasnowłosego było teraz inne, bardziej żywe, poprzeplatane z uczuciami których nie mogłam rozszyfrować. Gdy już miałam się odezwać i pokazać mu linię mojej przestrzeni osobistej, do akcji wkroczył sprzedawca.
-Co się tutaj stało? Jeszcze raz państwo się tak zachowacie a wyproszę was z baru. To miejsce publiczne i nie każdy z naszych klientów ma ochotę oglądać takie sceny. Teraz proszę usiąść i nie blokować kolejki. Dziękuje.
Zrobiłam się cała czerwona w momencie ,gdy obejrzałam się dokoła i zdałam sobie sprawę, za nami stało około pięciu ludzi wpatrzonych w nas jak w jakieś zjawisko paranormalne. Może pięć ludzi to niewiele ale dla mnie to jak widownia koncertowa. Lekko się zapowietrzyłam i nie zważając na chłopaka ,który zdawał się być tym faktem w ogóle nie przejęty ruszyłam w stronę najbliższego stolika, zostawiając go w tyle. Gdy jednak w końcu się usadowiłam on już siedział i sprawiał wrażenie jakby czekał na mnie x-dziesiąt lat. W jednej chwili przeszły mnie ciarki. Przemieszczanie się z miejsca na miejsca w czasie sekundy nie jest normalne.
-Jak to zrobiłeś?
Posłał mi pytające spojrzenie, jakby nie wiedział o co mi chodzi.
-Co?
-Przed chwilą stałeś tam a teraz jesteś już tu. Jak?
Wykrzywił twarz w dziwnym grymasie.
-Chyba powinnaś coś zjeść, bo zaczynasz mieć halucynacje.
Zadowolenie na mojej twarzy powoli zaczynało go denerwować.
-Wmawianie takich bzdur osobie ,która coś podejrzewa , to typowa reakcja obronna osoby ,która ma jakiś sekret... i tu cie mam.
Sprawiał wrażenie obojętnego na to co mówię, jakby puścił moją spostrzegawczą uwagę mimo uszu jednak dobrze wiem ,że tak nie było. Coś ukrywa.
I w tym momencie zapanowała niezręczna cisza. Od czasu do czasu na niego zerkałam tylko po to by dokładniej mu się przyjrzeć. Gdy zsumowałam wszystkie te przelotne spojrzenia w mojej głowie stworzył się obraz przystojnego blondyna. Musiałam przyznać po raz kolejny ,że jest piękny jednakże jest w nim coś co jest przeciwieństwem tego piękna. Jest w nim coś destrukcyjnego, coś innego niż u wszystkich ludzi jakich dotychczas spotkałam. Może to dobra okazja aby go lepiej poznać? Może nie jest taki zły jak wszyscy mówią?
-Tak w ogóle to nazywam się Agnes.
Mój głos przykuł jego uwagę. Zaraz spojrzał na mnie i uroczo się uśmiechnął, jakby miał to być ostatni uśmiech jaki zobaczę w swoim życiu.
-Devid.
Odwzajemniłam mu szczerym uśmiechem.
Niespodziewanie Devid wyciągnął rękę na stół i oparł ją na łokciu. Spojrzał na mnie jakby czegoś ode mnie oczekiwał.
-Będziemy siłować się na ręce. Jeśli wygrasz to ja cie przeproszę, jeśli przegrasz zrobisz dla mnie jedną rzecz i nie będziesz musiała mnie przepraszać.
Mój wyraz twarzy wyrażał tylko oburzenie.
-Chyba kpisz. Oczywiście ,że przegram to jest nie fair.
-To oczywiste ale nie będziesz musiała mnie przepraszać. Nie o to ci chodziło? No chyba ,że chcesz tu siedzieć do jutra.
Głęboko wzruszyłam ramionami.
-Ale to ty powinieneś mnie przeprosić.
Nie zważając na jego reakcję zdecydowałam się położyć rękę na stół. Wolałam mieć to już za sobą tym bardziej ,że nie oczekuje ode mnie przeprosin. W jednej chwili na plecach poczułam kujące spojrzenia jego kolegów. Gdy moja dłoń ugrzęzła w jego mosiężnym uścisku zacisnął ją tak mocno,że umieszczone w niej kości wydały z siebie niepokojący zgrzyt. Nie zważając no to bacznie obserwowałam jego umięśnioną rękę i porównywałam ją z moją. To było jak porównywanie patyka do konara.
-Pamiętaj, zrobisz dla mnie jedną rzecz.
Fakt ,ze mówił to przez uśmiech napawało mnie obawą.
-O ile uznam to za wykonalne i stosowne.
Zaczął odliczać i gdy skończył rozpoczął się nasz nierówny pojedynek. Z całych sił usiłowałam stawić mu opór, jednakże nie trwało to dłużej niż dwie sekundy. Devid brutalnie przygwoździł moją dłoń do blatu, wykręcając moją rękę o 180 stopni, wręcz wyłamując ją z stawu.
Chwilę potem gdy już mnie puścił, gwałtownie wstał i rozciągnął się niczym dziki przerośnięty kot. Zaraz rzucił na mnie równie drapieżne spojrzenie. W jego lśniących podekscytowaniem oczach było się coś co zrodziło w mojej głowie niepokój.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz