Gdy wyszliśmy z baru kanapkowego słońce niemal wzbiło się na najwyższy punkt na niebie. Jego promienie idealnie odbijały się od maski najnowszego Chevroleta. Co mnie zaskoczyło to to ,że Devid zmierzał w jego stronę. Szłam za nim z założonymi rękoma na piersi a z mojej twarzy dało się wyczytać napięcie. Będąc za nim miałam idealną okazję lepiej mu się przyjrzeć, jednak cała moja uwaga powędrowała w gąszcz blond-białych włosów chłopaka, które wyglądały jakby przeszło po nich tornado. W momentach ,gdy słońce bardziej przygrzało jego czupryna idealnie pochłaniała promienie słoneczne i nabierała złocistego połysku. Aż miałam ochotę podejść do niego na niebezpiecznie małą odległość i ujarzmić palcami co to dzieje się na jego głowie. Przezwisko ,,złotko'' jest całkowicie adekwatne do jego wyglądu.
Szłam jak zombie będąc całkowicie w niego wpatrzona jakby był dużym kawałkiem mięsa i nawet nie zauważyłam kiedy się zatrzymał. W ostatniej sekundzie zdołałam uniknąć zderzenia o jego twarde plecy. Odskoczyłam od niego o krok nim zdołał się do mnie obrócić.
-To twój samochód?
Zapytałam.
-Wiem na każdej robi wrażenie.
Odparł z dumą w głosie ,a ja poczułam się jak następna jego zabawka. Zaraz uprzejmie i nonszalancko otworzył mi drzwi.
-Że mam do niego wsiąść?
-A co innego?
Byłam lekko zaskoczona. W jednej chwili poczułam się przez niego wyróżniona, co oczywiście mi schlebiało. Patrząc na jego nadludzko przystojną twarz naszły mnie wątpliwości.
-Rozumiem ,że to jest ta rzecz ,którą mam dla ciebie zrobić?
Twierdząco kiwnął głową ,a na jego pełnych ustach pojawił się młodzieńczy uśmiech.
-Tylko bez żadnych psycholskich zachowań, inaczej wysiądę.
Jego rozbawienie było dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Nie czekając dłużej wsiadłam do nowiutkiego Chevriolet'a. Czułam się jak królewna w tak luksusowym samochodzie i mając u boku największe ciacho w Kalifornii.
Gdy zajął miejsce kierowcy ,odpalił silnik i ruszyliśmy w niewiadome gdyż nie chciał mi zdradzić celu podróży.
-Więc... - usiłowałam przerwać trwającą ciszę - jak długo pracujesz w warsztacie samochodowym?
Uniósł jedną brew i na sekundę omiótł mnie niebieskim spojrzeniem.
-Nie pracuję tam tylko pomagam. To warsztat mojego ojca więc czasem zostaję dłużej żeby wszystko ogarnąć tak jak w tedy, gdy się spotkaliśmy.
Odpowiedział po krótkim namyśle. Teraz już wiadomo jak było go stać na te cudeńko ,którym teraz prowadzi. Nie dość ,że jest ładny to jeszcze bogaty, po prostu ideał ,ale przyznaję w duchu ,że nie dla mnie. Jest w nim coś co mnie odpycha.
-A ty? Masz jakieś zajęcia?
By odpowiedzieć na jego pytanie musiałam zagłębić się w zakamarki mojego umysłu.
-Jeśli kłócenie się z macochą i uprawianie roślinek się liczy to tak.
Odparłam z dziecięco niewinnym uśmiechem na ustach. On jednak zachował aż zanadto poważny wyraz twarzy. Zaraz zaczęłam zastanawiać się czy powiedziałam coś nie tak.
-Twoja mama zginęła? -zapytał a jego głos w jednej chwili przeistoczył się w lodowate muśnięcie wiatru.
-Tata też. Oboje byli aktorami w paryskim teatrze... zginęli w pożarze na jednym z swoich występów, ale to było wieki temu.
Widziałam jak na jego twarzy pada nieprzenikniony cień spod ,którego nie mogłam wyczytać emocji.
-Przykro mi - wyszeptał kamiennym głosem przez zęby - Miejmy nadzieje ,że są w lepszym miejscu niż to bagno po ,którym chodzimy.
Po chwili spojrzał na mnie dosłownie zaglądając mi w głąb oczu jakby były studniami bez dna. Na jego ustach szybko pojawił się pocieszny uśmiech obnażający śnieżne zęby. Jego hipnotyzujące spojrzenie nie było w stanie odwrócić mojej uwagi od wyskakującej na ulicę sarny z pobliskiego lasu.
-Uważaj!
Tylko tyle zdołałam wyrwać z swojej krtani nim mocne hamowanie wyrwało mnie z siedzenia ,a pasy z powrotem do niego przygwoździły. Siła wyrzuty była tak mocna ,że pas niemal wgniótł się w moje żebra pozbawiając mnie tchu i przyprawiając o ból ,którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. W uszach jeszcze słyszałam pisk opon a powietrze nadal przesiąknięte było zapachem palonej gumy. Z ulgą odetchnęłam ,gdy okazało się ,że miałam głowę na miejscu a na jezdni nie było śladu po rozjechanej sarnie.
-Spokojnie mam wszystko pod kontrolą.
Oznajmił niemal się śmiejąc.
-Co cię tak bawi? Mogliśmy zginąć!
Rozbawienie na jego twarzy tylko się wzmożyło ,gdy wybuchnęłam gniewem.
-Masz racje... mogliśmy zginąć... - przytaknął ,a przy tym zabrzmiał tak jakby była to tylko przejażdżka rollercoaster'em.
Nadal ledwo powstrzymywał śmiech jakby bawiło go moje przerażenie z faktu ,że o włos uniknęliśmy śmierci. Zaraz z jego lewej dłoni zaczęła cieknąć krew. Widząc moje zaniepokojone spojrzenie pokierowane na jego ranę zdecydował się szybko zareagować. W mgnieniu oka położył swoją gorącą dłoń na moją. W momencie , gdy nasze dłonie się zetknęły przeszedł mnie prąd, który sprawił ,że moje serce zaczęło bić dwa razy szybciej. W jeszcze większym przerażeniu spojrzałam na niego i widząc w jego szkliście błękitnych oczach moją roztrzepaną twarz kompletnie spanikowałam.
-Spokojnie to tylko draśnięcie.
Jego łagodny głos w jednej chwili mnie uspokoił. Zaraz z wielkimi oporami wysunęłam a raczej wyrwałam swoją dłoń spod jego i przywarłam ją do skroni, pulsująco ją uciskając. Nie ukrywam ,że w tym momencie usiłowałam zakryć swoją poczerwieniałą twarz.
-Możemy już jechać? -było słychać drżenie w moim głosie.
Powiedziałam to z narastającą gulą w gardle. Zerwałam z nim wszelki kontakt wzrokowy ,gdyż czułam na skórze jego szczypiące spojrzenie.
Bez słowa wykonał moją prośbę.
-To twój samochód?
Zapytałam.
-Wiem na każdej robi wrażenie.
Odparł z dumą w głosie ,a ja poczułam się jak następna jego zabawka. Zaraz uprzejmie i nonszalancko otworzył mi drzwi.
-Że mam do niego wsiąść?
-A co innego?
Byłam lekko zaskoczona. W jednej chwili poczułam się przez niego wyróżniona, co oczywiście mi schlebiało. Patrząc na jego nadludzko przystojną twarz naszły mnie wątpliwości.
-Rozumiem ,że to jest ta rzecz ,którą mam dla ciebie zrobić?
Twierdząco kiwnął głową ,a na jego pełnych ustach pojawił się młodzieńczy uśmiech.
-Tylko bez żadnych psycholskich zachowań, inaczej wysiądę.
Jego rozbawienie było dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Nie czekając dłużej wsiadłam do nowiutkiego Chevriolet'a. Czułam się jak królewna w tak luksusowym samochodzie i mając u boku największe ciacho w Kalifornii.
Gdy zajął miejsce kierowcy ,odpalił silnik i ruszyliśmy w niewiadome gdyż nie chciał mi zdradzić celu podróży.
-Więc... - usiłowałam przerwać trwającą ciszę - jak długo pracujesz w warsztacie samochodowym?
Uniósł jedną brew i na sekundę omiótł mnie niebieskim spojrzeniem.
-Nie pracuję tam tylko pomagam. To warsztat mojego ojca więc czasem zostaję dłużej żeby wszystko ogarnąć tak jak w tedy, gdy się spotkaliśmy.
Odpowiedział po krótkim namyśle. Teraz już wiadomo jak było go stać na te cudeńko ,którym teraz prowadzi. Nie dość ,że jest ładny to jeszcze bogaty, po prostu ideał ,ale przyznaję w duchu ,że nie dla mnie. Jest w nim coś co mnie odpycha.
-A ty? Masz jakieś zajęcia?
By odpowiedzieć na jego pytanie musiałam zagłębić się w zakamarki mojego umysłu.
-Jeśli kłócenie się z macochą i uprawianie roślinek się liczy to tak.
Odparłam z dziecięco niewinnym uśmiechem na ustach. On jednak zachował aż zanadto poważny wyraz twarzy. Zaraz zaczęłam zastanawiać się czy powiedziałam coś nie tak.
-Twoja mama zginęła? -zapytał a jego głos w jednej chwili przeistoczył się w lodowate muśnięcie wiatru.
-Tata też. Oboje byli aktorami w paryskim teatrze... zginęli w pożarze na jednym z swoich występów, ale to było wieki temu.
Widziałam jak na jego twarzy pada nieprzenikniony cień spod ,którego nie mogłam wyczytać emocji.
-Przykro mi - wyszeptał kamiennym głosem przez zęby - Miejmy nadzieje ,że są w lepszym miejscu niż to bagno po ,którym chodzimy.
Po chwili spojrzał na mnie dosłownie zaglądając mi w głąb oczu jakby były studniami bez dna. Na jego ustach szybko pojawił się pocieszny uśmiech obnażający śnieżne zęby. Jego hipnotyzujące spojrzenie nie było w stanie odwrócić mojej uwagi od wyskakującej na ulicę sarny z pobliskiego lasu.
-Uważaj!
Tylko tyle zdołałam wyrwać z swojej krtani nim mocne hamowanie wyrwało mnie z siedzenia ,a pasy z powrotem do niego przygwoździły. Siła wyrzuty była tak mocna ,że pas niemal wgniótł się w moje żebra pozbawiając mnie tchu i przyprawiając o ból ,którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. W uszach jeszcze słyszałam pisk opon a powietrze nadal przesiąknięte było zapachem palonej gumy. Z ulgą odetchnęłam ,gdy okazało się ,że miałam głowę na miejscu a na jezdni nie było śladu po rozjechanej sarnie.
-Spokojnie mam wszystko pod kontrolą.
Oznajmił niemal się śmiejąc.
-Co cię tak bawi? Mogliśmy zginąć!
Rozbawienie na jego twarzy tylko się wzmożyło ,gdy wybuchnęłam gniewem.
-Masz racje... mogliśmy zginąć... - przytaknął ,a przy tym zabrzmiał tak jakby była to tylko przejażdżka rollercoaster'em.
Nadal ledwo powstrzymywał śmiech jakby bawiło go moje przerażenie z faktu ,że o włos uniknęliśmy śmierci. Zaraz z jego lewej dłoni zaczęła cieknąć krew. Widząc moje zaniepokojone spojrzenie pokierowane na jego ranę zdecydował się szybko zareagować. W mgnieniu oka położył swoją gorącą dłoń na moją. W momencie , gdy nasze dłonie się zetknęły przeszedł mnie prąd, który sprawił ,że moje serce zaczęło bić dwa razy szybciej. W jeszcze większym przerażeniu spojrzałam na niego i widząc w jego szkliście błękitnych oczach moją roztrzepaną twarz kompletnie spanikowałam.
-Spokojnie to tylko draśnięcie.
Jego łagodny głos w jednej chwili mnie uspokoił. Zaraz z wielkimi oporami wysunęłam a raczej wyrwałam swoją dłoń spod jego i przywarłam ją do skroni, pulsująco ją uciskając. Nie ukrywam ,że w tym momencie usiłowałam zakryć swoją poczerwieniałą twarz.
-Możemy już jechać? -było słychać drżenie w moim głosie.
Powiedziałam to z narastającą gulą w gardle. Zerwałam z nim wszelki kontakt wzrokowy ,gdyż czułam na skórze jego szczypiące spojrzenie.
Bez słowa wykonał moją prośbę.
***
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy ,gdy nagle samochód zatrzymał się i zbudził mnie z drzemki. Wyglądając przez szybę, zobaczyłam idealnie równą , niewzruszoną wiatrem taflę jeziora. W świetle słońca woda połyskiwała i mieniła się niczym łuski wyskakującego z nad oceanu marlina. Moje oczy gubiły się wśród nasączonego zielenią lasu jodłowego ,który otaczał zbiornik. Tu było po prostu pięknie.
Zaraz wysiadłam z samochodu ,a moje stopy natychmiast ugrzęzły w żółtawym piasku. Devid nie chcąc czuć się gorszy ode mnie także wyszedł z chevriolet'a i staną po drugiej stronie pojazdu, kierując spojrzenie na mnie ,a w następnej kolejności na coś odległego w przestrzeń błękitu nieba. Zaraz zaczerpnęłam powietrza ,a moje płuca zapełniło ziemiste powietrze ,które oczyściło je z kurzu.
-A wiec to tu tłukliśmy się.. -spojrzałam na zegarek - półtorej godziny.
-A nie było warto?
Zabrzmiał jakbym w jakiś sposób go uraziła. Oczywiście to tylko złudzenie gdyż jak już zdołałam go poznać , nie daje się tak łatwo zrazić.
-Nie, przepięknie tu i w ogóle ,ale nie rozumiem po co tu przyjechaliśmy. Gdybym to ja była na twoim miejscu kazała bym ci.. - chwila namysłu - wykrzyczeć publicznie coś kompromitującego.
Uśmiechnęłam się figlarnie odgarniając pojedyncze kosmyki włosów z oczu.
-No proszę niezłe z ciebie ziółko. Jak widzisz nie jestem taki zły, a wręcz jestem aniołkiem w porównaniu do ciebie.
Uroczo się uśmiechnął po czym przeskoczył przez maskę samochodu i stanął tuż obok mnie.
-Tak naprawdę to chciałem pokazać ci tę miejsce. Niewielu je zna a warto mieć w kolekcji taką perełkę.
-Dzięki, ale to nie zmienia faktu ,że i tak na chwile obecną... nie lubię cię za tą bluzkę. B y ł a moją ulubioną.
Wymamrotałam spod nosa tak cicho a jednocześnie tak śmiało ,że sama się zdziwiłam z powodu mojej dwuznaczności. Oczywiście to kłamstwo i potwierdzić mógł to mój uśmiech.
-Zobaczysz ,jeszcze mnie polubisz. Dopilnuje tego. Tymczasem radzę ci się napatrzeć bo zaraz pokaże ci coś jeszcze.
Posłuchałam się jego rady i leniwym krokiem powędrowałam w stronę jeziora, będąc jednocześnie podekscytowana tym co chce mi pokazać. Czy istnieje jeszcze coś piękniejszego od tego miejsca, od tej oazy spokoju? Wątpię.
No to teraz coś od autora ;D
Hej ludziska, chcę tylko powiedzieć ,że każdy komentarz motywuje mnie do pracy i powiadamia ,że ktoś mnie czyta. Więc jeżeli ci się podobało , jeżeli ktoś to czyta i jeżeli ktoś w ogóle doczytał to do końca to proszę zostaw komentarz na dole i napisz swoją opinie czy jest okej lub czy powinnam bardziej pracować ;D To tyle z mojej strony ludki więc do następnego rozdziału ;) ( a w nim będzie się działo ;D)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz